Trochę pokory by się przydało…

Cytat z wypowiedzi Adama Kszczota dla”Gazety Wyborczej”: “Sukcesy wielu znakomitych sportowców są spychane na boczny tor. Nie pojmuję tego. Tymczasem za sam awans na mistrzostwa Europy, piłkarzy wychwala się pod niebiosa i mówi o tym w kategoriach niebotycznego osiągnięcia. Nic dziwnego, że wielu zdolnych, uprawiających inne dyscypliny, czuje sie urażona i niedoceniona. Staram sie to jakoś zrozumieć. Piłka nożna jest banalnym sportem. Zapamiętanie kilku prostych zasad nie stanowi dla nikogo najmniejszego problemu. Inaczej jest w kilku innych sportach zarówno indywidualnych jak i drużynowych, które stoją na wyższym poziomie, gdzie tych reguł jest więcej i trudno je ogarnąć”.

Gdzie zacząć? Od tego, że według Kszczota kibice są głupi i “trudno im ogarnąć” niektóre dyscypliny - mam nadzieję, że nie myśli o bieganiu…? Czy tego, że polski biegacz nie zdaje sobie sprawy, że w każdym polskim mieście jest więcej ciężko trenujących, marzących o karierze Lewandowskiego chłopców niż w całej Europie przedstawicieli jego dyscypliny, więc konkurencja jest nieporównywalna? A może chodzi po prostu o to, że Adam Kszczot co prawda chciałby mieć medale, ale jeszcze bardziej sławę plus pieniądze wielkich piłkarzy? Zamiast tego, krótka lekcja z amerykańskiego podwórka.

“Pani medalistko, pani zabierze te naczynia”

Na głównej stronie  internetowej Amerykańskiego Komitetu Olimpijskiego jest prośba. Do pracodawców w USA, by pomogli reprezentantom  kraju przygotowującym się do zimowych i letnich igrzysk olimpijskich w znalezieniu pracy. Cytuję: “wielu sportowców, trenujących do zimowych i letnich igrzysk potrzebuje pracy niezbędnej by mogli pokryć koszty treningu i wydatków startowych. Nasi sportowcy mogą pracować więcej poza sezonem i czasami mało – lub wcale – w sezonie”.

Komitet Olimpijski jednej z najbardziej utytułowanych reprezenracji w historii olimpiad błaga o pracę dla swoich zawodników. I cieszy – a nie narzeka – kiedy ktoś pomoże. Ponad połowa amerykańskich sportowców, którzy – jak Kszczot – będą reprezentować swój kraj w Rio, pracuje w ciągu roku na cały lub połowę etatu, by móc pokazać się przez kilka minut na ekranach telewizorów. Kajakarki pracują jako kelnerki, nie występują obrażone na cały świat przed kamerami, nie rzucają tekstów  typu “LeBron James tylko wysoko skacze, ale to cienias”. Nikomu to nie przyszłoby do głowy.

Dalej Kszczot: “Wielu zdolnych i uprawiających inne dyscypliny czuje się urażona i niedoceniona”. Zostańmy przy “banalnej piłce nożnej”. Przeciętna płaca w Major League Soccer, amerykańskim zawodowym odpowiedniku najbardziej popularnej dyscypliny świata, wynosi dokładnie 316 tysięcy dolarów. NBA? Dwadzieścia razy więcej, około 6,25 miliona. Mniej więcej tak samo wygląda zainteresowanie kibiców. Nikt z piłkarzy się nie obraża na media (jak Kszczot), nie czuje sie urażony, nie naśmiewa się z kibiców, mówi im co mają oglądać. Znają swoje miejsce w szeregu, rozumieją popyt i podaż.

Próbuję sobie wyobrazić OBRAŻAJĄCEGO fanów National Football League, najbardziej popularnego dyscypliny w USA, Michaela Phelpsa. I nie mogę. Phelps z 22 złotymi medalami, najbardziej utytułowany olimpijczyk w historii, który w kategorii sportowych osiagnięć jest w nieco innej stratosferze niż Kszczot, jest w amerykańskiej telewizji może przez… dziesięć godzin w ciągu czterech lat. Osiem z tych godzin przypada na igrzyska olimpijskie. Ostatnio dziękował wszystkim tym, którzy znajdą czas by go przed telwwizorami dopingować podczas zawodów w Rio.  Dziękował.  Michael Phelps. Radzę o tym pomyśleć, Panie Adamie.