Przypominjmy, że Rodriguez 1 stycznia pędził po autostradzie M-40 z prędkością 200 km/h, w miejscu gdzie obowiązywało ograniczenie do 120 km/h. Mimo sygnałów świetlno-dźwiękowych oraz komunikatów wygłaszanych przez policjantów jadących nieoznakowanym radiowozem, zawodnik Realu nie zatrzymał się do kontroli. Dojechał swym autem do celu, czyli bazy "Królewskich", położonej w pobliżu madryckiego portu lotniczego Barajas.

Kolumbijczyk tłumaczył później, że nie chciał się spóźnić na trening, a niczego nie słyszał i nie dostrzegł, gdyż miał głośno włączoną muzykę. 25-letni Rodriguez nie trafił wtedy do aresztu, gdyż jest osobą publiczną i nie było zagrożenia ucieczką czy ukrywaniem się, ale czekały go konsekwencje niefrasobliwej jazdy - utrata prawa jazdy i wysoka grzywna.

Druga z kar przyszła już dwa miesiące później, bo James musiał zapłacić 10.400 euro grzywny administracyjnej. Była to najwyższa możliwa kara za tego typu nieposłuszeństwo wobec stróżów prawa. Na Rodrigueza czekała jednak jeszcze rozprawa, na której miał zapaść wyrok odnośnie jego prawa jazdy. Jej termin został wyznaczony na... 12 lipca, czyli dzień 25. urodzin Kolumbijczyka. James został o tym poinformwoany faksem.

Rodriguez stanął więc przed trudnym wyborem i postawił... na imprezę w swojej luksusowej rezydencji w kolumbijskim Medellin, gdzie ma między innymi boisko do piłki nożnej. Na przyjęciu bawili się przyjaciele piłkarza, osoby ze świata rozrywki, między innymi Nicki Jam, a także rodzina Jamesa (w tym jego córeczka Salome).
 


Co ciekawe zawodnika Realu nie spotkają za to żadne przykre konsekwencje. Według hiszpańskich mediów, gdy sędzia pojawił się na sali rozpraw i zobaczył, że nie ma tam ani Rodrigueza ani jego adwokata, po prostu przełożył rozprawę na inny dzień. Ciekawe czy tym razem Kolumbijczyk pokwapi się, by usłyszeć decyzję sądu...