Zaledwie przed kilkoma dniami zapytałem grającego w Turcji Szukałę, czy zna nad Bosforem ciekawe miejsce na wakacyjny wypoczynek. Reprezentujący na co dzień barwy Osmanlısporu 32-latek bez zawahania zaprosił mnie do… Ankary, w której siedzibę ma jego klub. W piątek o godz. 22.52 jednym z internetowych komunikatorów wysłał mi wiadomość: - „Stary, jeszcze wakacje w Turcji chcesz robić? Bo tu się coś dzieje. Jeszcze nie wiem co, ale coś się dzieje. Siedzimy w restauracji, a nad Ankarą leci dziesięć samolotów F-16”.

Przekazywane informacje były coraz bardziej dramatyczne: - „Chyba atakują rząd turecki. Wojsko chce władzy. Coś wybuchło. Na twarzach czuliśmy ciepły podmuch. Nie wiem co się dzieje. Wszędzie policja, wszystko zamknięte”. Kolejna: - „Wojsko atakuje! Wszędzie latają samoloty, helikoptery, coś wybucha. Wyłączyli nawet Twittera”. Następny raport, wysłany tuż przed północą: - „Jestem już w mieszkaniu. Ode mnie jest 300 metrów do tureckiej telewizji. Latają tu helikoptery, słyszysz chyba, i strzelają do budynku. Słyszymy strzały. Wyłączyli światła”. Mieszkanie polskiego zawodnika jest położone tuż obok wieżowca telewizji TRT, który armia najpierw przejęła, a następnie ostrzelała. „Pełno helikopterów. Co chwilę słychać strzały. Stoję na balkonie i widzę, jak ostrzeliwują ten wieżowiec” – donosił Szukała.

 

 

W międzyczasie piłkarze Osmanlısporu i kilku innych tureckich klubów spróbowali wynająć prywatne samoloty, aby jeszcze w nocy opuścić Turcję, ale lotniska były już zamknięte. – Działacze klubu dzwonili i kazali zachować spokój. Mówili, że w sobotę wszystko się uspokoi – relacjonował piłkarz. O godz. 1.00 zapewnił, że strzelanina ucichła, a on przebywa bezpieczny w swoim mieszkaniu, choć otrzymał polecenie, aby nie wychodzić na ulicę. – Na razie wszystko jest dobrze! Oby to był już koniec – napisał.