Wynik pojedynku w Alabamie (rodzinnym stanie Wildera) znany był przed pierwszym gongiem. Były rywal Tomasza Adamka poza ambicją i twardą głową nie miał żadnych argumentów w starciu z mistrzem, który od czwartej rundy boksował już tylko lewą ręką. Ale na Arreolę wystarczyło, po ósmym starciu pięściarz z Kalifornii miał dość i został poddany.

 

Jedno jest pewne, Ameryka nie ma w tej kategorii nikogo, kto mógłby skutecznie rywalizować z Wilderem. Zgoda, jeszcze trzy miesiące temu mistrzem był też Charles Martin, ale to był przecież fuks. Przypadek gonił wtedy przypadek. Były futbolista pokonał w styczniu w Nowym Jorku Wiaczesława Głazkowa, który doznał kontuzji, i został posiadaczem pasa IBF, odebranego wcześniej Tysonowi Fury'emu. Długo się nim nie nacieszył. W kwietniu poleciał do Anglii i w pierwszej obronie został znokautowany przez Anthony’ego Joshuę, zostając przy okazji milionerem.

 

Młody, 26 letni Anglik, złoty medalista kategorii superciężkiej igrzysk w Londynie, 25 czerwca znokautował kolejnego amerykańskiego kandydata na czempiona, Dominika Breazeale’a,  który też zaczynał od futbolu amerykańskiego i podobnie jak Martin ma stanowczo zbyt dużo luk w bokserskim wyszkoleniu.

 

Ale trudno, by ich nie miał. Pamiętacie Michaela Granta? Miał jeszcze lepsze warunki fizyczne i Amerykanie też wiązali z nim wielkie nadzieje. Pogrzebał je w kwietniu 2000 roku w nowojorskiej Madison Square Garden wielki angielski mistrz, Lennox Lewis, nokautując niedoszłego czempiona w drugiej rundzie. A przecież kilka miesięcy wcześniej mógł to zrobić Andrzej Gołota, który w Atlantic City już w pierwszym starciu dwukrotnie rzucił Granta na deski. Nie wykorzystał jednak wielkiej szansy i sam się poddał w 10 rundzie.

 

Pamiętajmy, że od 1988 roku Amerykanie nie wygrali igrzysk olimpijskich w najcięższych kategoriach, dlatego kandydatów na zawodowych mistrzów wagi ciężkiej od dawna szukają po omacku. Ostatnim zwycięzcą był Ray Mercer, złoty medalista (91 kg) z Seulu. Riddick Bowe zdobył tam medal srebrny w kategorii plus 91 kg (przegrał z Lennoksem Lewisem).

 

Sytuację ratowali czasami pięściarze niższych kategorii, np. Chris Byrd (srebrny medalista w Barcelonie, 1992, 75 kg), późniejszy zawodowy mistrz wagi ciężkiej. Na olimpijskim podium stali - jeszcze Nate Jones (91 kg) w Atlancie (1996) i wspomniany już Wilder (2008 – Pekin), podobnie jak ten pierwszy, z medalem brązowym. Jones kariery zawodowej nie zrobił, Wilder odwrotnie, jest mistrzem. Ale następców nie widać. Znakomity Andre Ward, złoty medalista IO w Atenach (2004) w wadze półciężkiej (81 kg) nigdy nie miał ani warunków, ani aspiracji, by na zawodowych ringach próbować swych sił w kat. ciężkiej.

 

Amerykanie przegrywają w najcięższych kategoriach kolejne mistrzostwa świata, czy to juniorów, czy seniorów, nie liczą się w turniejach olimpijskich. W Londynie Dominic Breazeale przegrał pierwsza walkę, a w Rio de Janeiro, w wagach półciężkiej (81 kg), ciężkiej (91 kg) i superciężkiej (plus 91 kg) nie będzie nikogo z USA.

 

A przecież od ponad pół wieku, to najskuteczniejsza przepustka do wielkiej, zawodowej kariery. Wystarczy spojrzeć wstecz i przypomnieć sobie amerykańskich mistrzów olimpijskich, którzy później sięgnęli po zawodowe tytuły w królewskiej kategorii.

 

Oto oni: Floyd Patterson (1952, Helsinki, 75 kg), Cassius  Clay vel Muhammad Ali, Rzym, 81 kg), Joe Frazier (1964, Tokio, plus 81 kg), George Foreman (Meksyk -1968, plus 81 kg), bracia Michael i Leon Spinksowie (1976, Montreal, 75 i 81 kg ) oraz wspomniany wcześniej Mercer (1988 – Seul). Mike Tyson (91 kg) zapewne też zdobyłby olimpijskie złoto w Los Angeles (1984), ale uznano go za słabszego w konfrontacji z Henry Tillmanem w amerykańskich kwalifikacjach. Evander Holyfield (81 kg) z kolei miał pecha, w Los Angeles był najlepszy w wadze półciężkiej, ale zdyskwalifikowano go w półfinale. Na zawodowych ringach pokazał jednak na co go stać.

 

Podział na wagę ciężką (91 kg) i superciężką (plus 91 kg) wprowadzono dopiero na igrzyskach w Los Angeles, a w mistrzostwach świata dwa lata wcześniej w Monachium.

 

Deontay Wilder na tle tych mistrzów nie ma się specjalnie czym szczycić, ale właśnie po raz czwarty obronił pas WBC. Jak długo będzie w jego posiadaniu? To zależy z kim będzie walczył, bo swoich rodaków nie musi się obawiać. Osiem lat temu, gdy zdobył jedyny dla amerykańskiego boksu medal olimpijski w Pekinie, w wadze 91 kg, był chudy jak patyk. Teraz, 30 letni Wilder jest już prawdziwym atletą (przy 201 cm wzrostu i zasięgu 211 cm, waży ponad 100 kg),  36 z 37 walk wygrał przed czasem. Wciąż jednak nie wiemy na co go stać w starciu z kimś, kto potrafi boksować na najwyższym poziomie i ma podobne warunki fizyczne. Trzeba poczekać do jego walki z Anthonym Joshuą (mistrzem IBF), bo wygląda na to, że na pojedynki z Rosjaninem Aleksandrem Powietkinem czy Kubańczykiem Luisem Ortizem, w dającej się przewidzieć przyszłości, nie ma chyba co liczyć. Za mało można w nich zyskać, a za dużo stracić.