Artur Łukaszewski: Walczysz w Polsce. Czy to Ci przeszkadza. Wiesz coś o swoich kibicach? Czy przyjadą? Czy czujesz jakąś presję?

 

Oleksandr Usyk: Ilu by kibiców nie przyjechało, to wszyscy… moi. Ja miałem okazję boksować na dużych arenach. W Pekinie na igrzyskach boksowałem z miejscowym zawodnikiem, gdzie wszyscy Chińczycy byli za nim. W Azerbejdżanie biłem się w finale mistrzostw świata z Azerem i też wszyscy byli za nim. Nie widzę problemu z wyjściem na dużą halę, na której niewielu będzie mi kibicować. Oni mogą pomagać lub nie, ale tylko z trybun. W ringu niczego nie mogą zmienić. Ja w ringu będę robił swoje, a kibice na trybunach swoje. Myślę jednak, że moi kibice jednak tu przyjadą. Nie wiem jak dużo. Ale niech ich będzie jak najwięcej.

 

Chcesz w ringu zrobić swoją robotę. Krzysztof lubi ringowe wojny. Jesteś gotowy na taka wojnę?

 

Ja będę robił wszystko, żeby wygrać. Jeżeli konieczna będzie wojna, mam broń (pokazuje lewą pięść) to ergedeszeczka (RGD -33 radziecki granat ręczny), która wybuchnie a potem przerzucę się na kałasznikowa i będę strzelał seriami.

 

W amatorstwie bije się dużo szybkich ciosów.  Widzisz różnicę między boksem amatorskim a zawodowym?

 

Ja lubię boks. Po prostu. A boks w jakimkolwiek języku to… boks. Amatorski czy zawodowy. Dla mnie bez różnicy.

 

Jeśli jednak zdobędziesz pas WBO, to będzie on bardziej cenny niż olimpijskie złoto?

 

Nie ma nic cenniejszego niż olimpijski medal. Jedyne, co bardziej cenię, to moje dzieci i wiarę. Ale jeśli porównywać pas z medalem olimpijskim, to medal jest dla mnie cenniejszy.

 

A zdradzisz swoją taktykę na walkę z Głowackim?

 

Będę boksować. Pięknie boksować. Opowiadałem już o tym mojej rodzinie. Będę robił w ringu to, co najbardziej lubię. Jakbym płynął po falach na kajcie. Ja po prostu lubię boksować. To mi się podoba. To mnie unosi. To przynosi mi radość. Kibicom również. Oni cieszą się, pozdrawiają, dziękują za to, co robię. To bardzo ważne. To największa nagroda, kiedy naród cię lubi. I trzeba im się odwdzięczać. Trzeba ich kochać.

 

A czujesz się bardzo znanym sportowcem na Ukrainie. Po braciach Kliczko, Łomaczence, Szewczence?

 

Znają mnie ludzie. Kiedy jestem na ulicy, nie ukrywam się. Normalnie jestem w tych miejscach, gdzie wszyscy. W restauracjach. Uwielbiam spacery po Kijowie, po nabrzeżu. Ludzie podchodzą porozmawiać i ja z zadowoleniem rozmawiam z nimi. Uważam, że tak powinno być. Jeżeli do czegoś w życiu doszedłeś, to nie możesz mówić „To ja sam, ja sam zrobiłem i nikomu niczego nie dam”. Wyjdź i obcuj z ludźmi. Oni tego chcą. To nie tak, że widzą cię w telewizji, a potem patrzą na ulicy jak na jakieś bóstwo. Przed chwilą chłopak robił sobie ze mną zdjęcie. Zwróciłem uwagę jak drżały mu ręce. To nie tyle strach, ile po prostu duże przeżycie. Wtedy trzeba go ośmielić „W porządku stary. Będzie dobrze".

 

A Ty przeżywasz walkę z Głowackim? Albo będziesz przeżywać?

 

Nie. Ani teraz, ani później. Nie przeżywam specjalnie takich rzeczy. Nie ma też strachu. Raczej adrenalina, która mnie niesie. Jak dobry motocykl (naśladuje dźwięk motocykla). Naprzód.

 

A to walka sportowców czy Ukraińca z Polakiem?

 

To będzie walka Usyka z Głowackim. Dwóch facetów, którzy lubią boksować. On jest Polakiem, ja Ukraińcem. Oczywiście reprezentujemy swoje kraje. Ale to nie Polska boksuje z Ukrainą, tylko dwóch sportowców na wysokim poziomie.

 

Jedna rzecz, która może dać ci pas to...?

 

Moje serce.

 

A co czujesz wchodząc do ringu?

 

Czuję radość. Adrenalinę. Czuję, że zaraz zacznie się show. Wybuch i ruszamy!