Łukasz Majchrzyk: Wróciłeś prosto z Ligi Letniej. Jak sam siebie oceniasz po treningach i meczach w barwach Denver Nuggets?

Mateusz Ponitka: Od początku mówiłem, że to będzie wielkie doświadczenie. Chciałem się sprawdzić na tle innych zawodników. Na treningach szło mi całkiem nieźle i nie jest to jakoś mocno odstający poziom od tego, który ja prezentuję. W meczach trochę inaczej to wyglądało, bo inna była taktyka niż podczas zajęć na treningach. Musiałem robić te wszystkie małe rzeczy, których trener ode mnie i innych zawodników wymagał i myślę, że wywiązałem się z tego zadania całkiem nieźle. To było wspaniałe doświadczenie. Mogłem zwiedzić trochę Denver i Las Vegas.

Kasyna też zwiedzałeś?

Było dość śmiesznie, bo spotkaliśmy w kasynie Dennisa Rodmana, ale wpadliśmy tam tylko na chwilę. Nie chcieliśmy grać, ale zobaczyć, jak to w środku wygląda, bo do grania, to mnie raczej nie ciągnie.

Trenerzy chcieli, żebyś się tak bił o zbiórki, jak to robiłeś? Zwracali na to uwagę? Dwa razy zebrałeś po 10 piłek z tablicy.

Trener mówił, że są zawodnicy, na których spoczywa ciężar gry, a reszta ma robić małe rzeczy: powalczyć o zbiórkę, dać asystę, zaliczyć przechwyt, być twardym w obronie. Na tym polu można było się pokazać. Od rzucania byli inni... (śmiech).

Nie było sensu wyrywać im piłki?

Jeżeli trener oczekuje od ciebie, że dasz jak najwięcej zespołowi, to źle by to wyglądało, gdybym rzucał z ośmiu metrów w każdym momencie, gdy miałem piłkę. To, czego ode mnie trener oczekiwał, dałem radę wykonać.

Punktów postanowiłeś szukać w dobitkach, walce na tablicy?

Starałem się mieć jakikolwiek udział w naszej grze ofensywnej, jakieś punkty dorzucić, ale nie o to pojechałem walczyć. Dla mnie sam wyjazd był wielką nobilitacją i chyba źle to nie wyglądało, ale nawet jeśli byłoby gorzej, czy lepiej, to cieszyłbym się tak samo.

Miałeś informację, że twoje 10 zbiórek z pozycji gracza obwodowego robi wrażenie?

Rzeczywiście, trenerzy Denver mówili, że to robi duże wrażenie, kiedy gracz z pozycji dwa lub trzy robi dwa razy po 10 zbiórek, ale to tylko słowa.

Wyjeżdżałeś z nadzieją, że zaproszą cię na obóz przygotowawczy?

Nie... Ja jechałem tam się sprawdzić, zobaczyć na jakim etapie kariery jestem, a nie podpisywać kontrakty. Chciałem zobaczyć "z czym się je NBA", jak się tam działa. W przyszłości, jeśli kiedyś chciałbym mocniej powalczyć o kontrakt w NBA, to już będę wiedział, jak się zachowywać w lidze letniej.

Zdążyłeś pojechać na jakiś urlop, bo przed Denver byłeś na obozie kondycyjnym w Słowenii?

Grafik był dosyć napięty, ale zdążyłem wyjechać na 10 dni zaraz po mistrzostwie. Byłem w ciepłych krajach, było trochę zwiedzania, a potem zaraz pojechałem na obóz do Lublany i stamtąd już do Denver. Zrobiłem błąd, bo pojechałem do Słowenii samochodem i po przylecie z USA musiałem z Lublany tak samo wrócić. Przedwczoraj o 7 rano zameldowałem się w Zielonej Górze, bo jeszcze mam tam swoje rzeczy. Krótki pobyt i w drogę do Warszawy na badania.

Zaczyna się zgrupowanie reprezentacji. Z jakim nastawieniem ty przyjeżdżasz na kadrę?

Dla mnie cel jest zawsze jeden: wygrać jak najwięcej meczów, niezależnie od tego, czy gram w lidze, pucharach, czy w reprezentacji. Najważniejsze jest to, żeby awansować do ME. Myślę, że trener Mike Taylor nam to powie przed pierwszym treningiem. Innego celu nie ma.

Po losowaniu wszyscy skazują was na awans do mistrzostw Europy. W grupie są: Białoruś, Estonia i Portugalia.

To jest sport, tutaj wszystko może się zdarzyć. Przeciwnik może mieć superdzień i po prostu nie jesteś w stanie z nim wygrać.

Pierwsze sparingi zagracie z Holandią, więc będzie okazja zmierzyć się z rywalem, o którym niewiele wiadomo. Tak potem może być w eliminacjach.

Myślę, że trener Krzysiu Szablowski i Marek Popiołek wyszperają jakieś informacje w internecie, znajdą filmiki i nie będziemy zupełnie zieloni. Na pewno będzie normalne przygotowanie, żeby już poczuć, jak to będzie później wyglądało.

Dobrze zacząć od przekonującego zwycięstwa z Holandią?

To będą mecze szkoleniowe i Mike Taylor będzie się starał sprawdzić, które ustawienia najlepiej funkcjonują na boisku. Wyniki w tych pierwszych meczach nie będą najistotniejsze, ale zrobimy wszystko, żeby wygrać.

Powiedz na koniec o swoich planach. W Tauron Basket Lidze cię nie zobaczymy, a raczej na brak propozycji nie narzekasz.

Rzeczywiście Tauron Basket Liga na chwilę obecną nie wchodzi w grę. Czekamy jeszcze na kilka propozycji, które mają pojawić się na dniach. Mam nadzieję, że najdalej w ciągu 10 dni uda się zamknąć ten temat i skupić już tylko na kadrze.

Kluby z Euroligi się zgłaszają? Zdradzisz coś?

Jest zainteresowanie z Euroligi i Eurocupu. Teraz tylko wybrać najlepiej.

Zakreślisz jakiś kierunek? Południe Europy...?

Wszystkie kierunki są otwarte. Teraz pozostaje kwestia dogadania się, wybadania terenu i przekonania się, jakie plany ma wobec mnie zespół. To będzie najważniejsze, a nie miejsce, w którym miałbym grać. Myślę, że to będzie najważniejsze. Ciepłe kraje będą ważne na koniec kariery. Teraz ważne, żeby był dobry zespół, dobry trener i dobra liga.

Hiszpania by ci odpowiadała?

Liga hiszpańska jest najlepsza w Europie, o ile turecka jej nie dogoniła. Każdy marzy, żeby grać jak najwyżej i ja też nie miałbym nic przeciwko temu, żeby tam trafić.

 

Mecz Polska - Holandia 6 sierpnia od 16:50 na antenie Polsatu Sport.