To pierwszy raz, kiedy polska drużyna futbolu amerykańskiego doszła aż do półfinału Ligi Mistrzów. Dla Panthers Wrocław, zespołu, który powstał w 2013 roku z połączenia Devils i Giants, to również rewanż za porażkę tego drugiego klubu 0:84 z Danube Dragons kilka lat temu.

Występ poprzedził występ cheerleaderek oraz hymny Austrii oraz Polski. Mecz prowadziło siedmiu sędziów. Za nieznacznych faworytów uznawano co prawda Austriaków, ale droga do niedzielnego finału - z Seamen Mediolan - wcale nie była dla wrocławian zamknięta. Na stadionie przy ulicy Oporowskiej, dawnym obiekcie Śląska Wrocław, panował umiarkowany optymizm.

Pierwszą kwartę dalekim wykopem zaczęli Austriacy. Ale to jednak Pantery zdobyły pierwsze punkty. Znakomitym przerzutem popisał się Steven White, skrzydłem ruszył Patryk Matkowski i... do przyłożenia zabrakło centymetrów. Pantery zyskały cztery próby na 20. jardzie. Już w trzeciej pierwsze przyłożenie meczu zaliczył White. To była siódma minuta, a wynik 7:0 napawał optymizmem. Ostatecznie pierwsza część meczu zakończyła się jednak 10:7 dla Austriaków, bo w ostatnich sekundach Rosołek nie przykrył rywala, a ten zaliczył arcyważne przyłożenie.

Drugą kwartę Pantery zaczęły od siedmiopunktowej zdobyczy, a już trzy minuty później kapitalnym touchdownem popisał się Tomasz Dziedzic. Za chwilę kolejne podwyższenie - tym razem Wiktora Zięby. Wrocławianie prowadzili już 21:10, a Dragons co rusz popełniali fatalne błedy w defensywie. Deante Battle z kolei kilkakrotnie uchronił Pantery przed stratą punktów i do siódmej minuty Austriacy zgromadzili tylko dwa oczka. Druga część gry skończyła się ostatecznie 35:13 dla Panter po kapitalnych touchdownach Bartosza Dzidzica i asystach Patryka Matkowskiego.

W czwartej minucie III kwarty Austriacy zaczęli odrabiać straty. Niechlubnym bohaterem okazał się Rosołek, który słynie z temperamentu i kilka razy groźnie faulował w okolicach 10 jarda. Smoki po przerwie były bardzo zmotywowane, Pantery z kolei rozkojarzone. Kwarta skończyła się wynikiem 35:27 dla wrocławian.

Kiedy już wszyscy obawiali się o zakończenie, polski zespół znów podniósł gardę. Już w trzeciej minucie przyłożenie zaliczył Tomasz Dziedzic i było 41:27. Później kilkoma znakomitymi akcjami popisał się Steven White, które ostatecznie przesądziły o zwycięstwie Panter 49:34.

 

Panthers Wrocław - Danube Dragons 49:34 (7:10, 28:3, 0:14, 14:7)

 

Skrót meczu w załączonym materiale wideo.