Cztery lata temu w Londynie polscy żeglarze zdobyli dwa medale – na najniższym stopniu podium stanęli w windsurfingowej klasie RS:X Zofia Klepacka (YKP Warszawa) i Przemysław Miarczyński (SKŻ Ergo Hestia Sopot).

 

Co prawda ten duet nie wystartuje w Rio de Janeiro, ale w PZŻ liczą, że ich następcy - debiutujący w igrzyskach Małgorzata Białecka (SKŻ Ergo Hestia) i Piotr Myszka (AZS AWFiS Gdańsk) - pójdą w ślady swoich starszych kolegów.

 

„Spodziewamy się, że w Rio nasi żeglarze przynajmniej raz staną na podium, ale realnie możemy myśleć o dwóch krążkach. Największe medalowe szanse trzeba dać deskarzom, którzy w marcu w izraelskim Ejlat zostali mistrzami świata i w innych najważniejszych zawodach plasowali się w czołówce. W bardzo dobrej formie jest zwłaszcza Piotrek, który w tym roku przegrał tylko jedne regaty – w Sopocie z Pawłem Tarnowskim. Ostatnio w Rio, a świetnie zna ten akwen, również prezentował wysoką dyspozycję” - zapewnił szkoleniowiec.

 

Kowalski liczy także na udany start pozostałych polskich żeglarzy. W Zatoce Guanabara rywalizować będą ponadto Agnieszka Skrzypulec (Sejk Pogoń Szczecin) i Irmina Mrózek Gliszczynska w klasie 470, Łukasz Przybytek i Paweł Kołodziński (AZS AWFiS Gdańsk) w klasie 49er oraz Kacper Ziemiński (Sejk Pogoń) w klasie Laser Standard.

 

„Przed Rio założyliśmy nie tylko zdobycie 1-2 medali. Chcemy, aby wszyscy nasi reprezentanci mieli realne szanse zajęcia miejsca w czołowej +10+. Ich wyniki w regatach najwyższej rangi, kiedy w kilku przypadkach ocierali się o podium, pokazują, że to zadanie nie przekracza ich możliwości. Wielkie brawa zwłaszcza dla Zdzicha Staniula i dziewczyn w klasie 470, które zrobiły ostatnio bardzo duży postęp” - ocenił.

 

Spore nadzieję związane są również ze startem skiffistów. „W klasie 49er od lat panują wicemistrzowie olimpijscy Peter Burling i Blair Tuke z Nowej Zelandii, którzy wydają się być poza zasięgiem, jednak nasi zawodnicy zajęli czwarte miejsce w mistrzostwach świata oraz trzecie w mistrzostwach Europy. Z kolei klasa Laser Standard jest najliczniej obsadzona, bo rywalizować będzie w niej 46 łódek, ale w zeszłym roku Kacper Ziemiński zarówno w światowym czempionacie, jak i mistrzostwach Starego Kontynentu uplasował się na ósmej pozycji” - przypomniał.

 

48-letni szkoleniowiec podkreśla, że biało-czerwoni są do olimpijskiej rywalizacji bardzo dobrze przygotowani pod każdym względem.

 

„Wszyscy zawodnicy zaliczyli kilka zgrupowań na olimpijskim akwenie. Mamy świetnie rozpracowaną Zatokę Guanabara, a szczególnie występujące tam prądy. Strona sportowa jest bardzo ważna, ale w żeglarstwie równie istotna jest także sfera logistyczna. Z nią również nie było kłopotów. Sprzęt został starannie wyselekcjonowany i od dawna czeka na zawodników w Rio. Z przebiegu całych przygotowań jestem zadowolony. Ważne jest również to, że poza drobnymi infekcyjnymi problemami ominęły nas inne kłopoty zdrowotne” - stwierdził.

 

W porównaniu do igrzysk w Londynie biało-czerwonych zabraknie w Brazylii w dwóch klasach – w Laser Radial oraz Finn.

 

„Szkoda szczególnie tej ostatniej klasy, także ze względu na historyczne uwarunkowania, bo olimpijskie medale Mateusza Kusznierewicza zobowiązują. Finn wymaga odrodzenia. Jest trzech wiodących zawodników, Lahn, Kalafarski i Kula, który w Londynie był 16., a za nimi młodzi chłopacy, ale tę grupę i trenera Rafała Szukiela czeka sporo pracy. Z kolei kwalifikacja Agaty Barwińskiej byłaby mimo wszystko dużą niespodzianką. Ta młoda dziewczyna zajęła rok temu w Aarhus dziewiąte miejsce w mistrzostwach Europy, niemniej trochę jej brakuje do światowej czołówki. Jestem jednak przekonany, że nie będzie miała problemów z awansem na kolejne igrzyska” - podsumował Kowalski.