Cieślak: Mam być następcą Nawałki? Myślę, że dam radę!

Żużel
Cieślak: Mam być następcą Nawałki? Myślę, że dam radę!
fot. Cyfrasport

Trener żużlowej reprezentacji Marek Cieślak już po raz szósty zdobył Drużynowy Puchar Świata, ale jak przyznał, każdy tytuł smakuje równie dobrze. "Rutyny przy tym się nie nabierze" - powiedział szkoleniowiec.

W sobotni wieczór biało-czerwoni na stadionie w Manchesterze zdobyli tytuł najlepszej drużyny świata. W wielkim finale pokonali Anglików, broniących tytułów Szwedów oraz Australijczyków. To szósty złoty medal Cieślaka w trakcie blisko 10-letniej pracy trenerskiej z reprezentacją seniorów. Jak zapewnił, każdy sukces cieszy tak samo.

 

 

"Rutyny przy tym się nie nabierze, bo przecież w każdym przypadku była inna sytuacja i inna drużyna. Kiedyś to Tomek Gollob i Jarek Hampel decydowali o wyniku, dziś mamy młodych zawodników. Średnia wieku tego zespołu to 23,5 roku. Nikt nie miał tak młodego składu. Dlatego radość po takim zwycięstwie zawsze jest podobna" - powiedział szkoleniowiec w Lesznie, gdzie wieczorem jego zespół klubowy Ekantor.pl Falubaz Zielona Góra zmierzy się z Fogo Unią.

 

Jak dodał, kluczem do sukcesu była wyjątkowa współpraca wszystkich zawodników.

 

"Każdy wyścig był analizowany, szukaliśmy prawidłowych ścieżek do jazdy. Nie start decydował, ale dobre rozegranie pierwszego łuku. Później dużo punktów zdobywaliśmy startując z trzecich i czwartych pól, bo znaleźliśmy na to sposób. Krzysiek Kasprzak w swoim drugim biegu pokazał, jak można to zrobić. Współpraca była także w kwestii ustawienia przełożeń, gaźnika czy zapłonu. Kolektyw pracował na ten wynik" - podkreślił.

 

Po zwycięskim półfinale w Vojens szkoleniowiec podjął bardzo trudną decyzję - odstawił od składu Macieja Janowskiego, a w jego miejsce w finale pojechał Kasprzak. Żużlowiec Stali Gorzów w Manchesterze zdobył osiem punktów.

 

"Maciek jest współtwórcą tego sukcesu, bo przecież był w półfinale. Przed zawodami wysłał mi sms-a, w którym mobilizował nas do walki, po finale gratulował nam sukcesu. Medalu nie dostał, może PZMot załatwi dodatkowy, bo zasłużył na niego" – zaznaczył Cieślak.

 

Od wielu lat w Drużynowym Pucharze Świata liczy się pięć-sześć reprezentacji. Rywalizacja toczy się między Polską, Szwecją, Danią czy Australią. Czasami włączają się Anglicy i Rosjanie. Cieślak zapewnił, że wygranie tych zawodów nie jest łatwą sprawą.

 

"Przypomnę, że ostatni złoty medal zdobyliśmy trzy lata temu. Nie można deprecjonować tego tytułu, że kogoś tam w finale zabrakło. Nie jestem malkontentem. Wygrywaliśmy DPŚ także wtedy, gdy inne reprezentacje były silniejsze i jeździli tacy żużlowcy, jak Leigh Adams, Jason Crump czy Tony Rickardsson. Wówczas też szukano dziury w całym. Powiem inaczej, gdybyśmy wczoraj przegrali, to nikt by na nas suchej nitki nie zostawił. Gdy ja byłem zawodnikiem, te finały też takie były, o medale rywalizowały cztery kraje. Taki jest po prostu żużel" - opowiadał.

 

Póki co, nie zamierza kończyć swojej pracy z reprezentacją, z którą niemal każdego roku zdobywa medal.

 

"O lasce nie chodzę, garbaty nie jestem, więc dlaczego miałbym rezygnować..." – zastanawiał się z uśmiechem.

 

Po zwycięskim finale prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej Zbigniew Boniek na Twitterze pogratulował sukcesu żużlowcom i trenerowi. Żartobliwie też zasugerował, że następcą Adama Nawałki mógłby zostać Marek Cieślak.

 

 

"Oczywiście, że czytałem wypowiedź Zbyszka. Odpisałem mu: Dzięki Zibi, myślę, że dam radę" – odparł żartobliwie szkoleniowiec.

RM, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze