Parszczyński: Nie wypadłem z balkonu przez alkohol!

Inne

Łukasz Parszczyński miał pojechać do Rio zmierzyć się ze swoim rekordem życiowym, a być może nawet uzyskać miejsce, które wprawiłoby w zachwyt Kenijczyków, bo to oni rządzą na dystansie 3000 metrów z przeszkodami. Tak się nie stało. A wszystko przez wydarzenia z 19 stycznia tego roku...

Czym jest balkoning? To po prostu skoki z balkonu na balkon lub też prosto do basenu. Moda na takie zachowanie jest popularna w kurortach, gdzie warunki do tej niebezpiecznej gry są najlepsze. W samej Hiszpanii w ciągu ostatnich miesięcy zginęło przez to ponad 25 osób. W 2011 roku sprawa ta dotknęła sportowca. Mistrz dirt jumpingu Dane Searls zginął po nieudanym skoku do basenu. Władze hoteli wiedzą już, że turyści często próbują zaimponować reszcie, więc są zmuszeni umieszczać specjalne tabliczki i komunikaty zabraniające tego typu czynności.


Jak było w przypadku naszego bohatera? Z początku zakładano, że padł ofiarą rzeczonego balkoningu właśnie...

 

Przemysław Iwańczyk: Jest 19 stycznia 2016 roku. Przebywasz na zgrupowaniu zagranicznym i co się wtedy dzieje?

Łukasz Parszczyński: Ciężko mi o tym mówić, bo straciłem przytomność i nie za wiele pamiętam. Jednakże z zeznań kolegi wynika, że akurat się pakowałem, zbierałem ubrania i za bardzo się wychyliłem z balkonu. A że było ślisko, a podłoga mokra, poślizgnąłem się i spadłem piętro niżej. Na całe szczęście, bo byłem przecież na piątym piętrze. Życie uratowało mi zadaszenie znajdujące się cztery metry niżej. Najwięcej problemów sprawiło mi uderzenie w głowę, bo miałem przez to sparaliżowaną prawą nogę i rękę. Teraz nad tym właśnie pracuję.

 

Polski olimpijczyk ofiarą... "balkoningu"? Wypadł z piątego piętra, może nie wrócić do sportu!

Co pamiętasz z tamtego dnia?

Jak mówiłem, z samego wypadku niewiele. Ale to, co się działo wcześniej pamiętam bardzo dobrze. Lekarze powiedzieli, że to normalne. Po takim urazie człowiek odzyskuje pamięć nawet po pięciu latach. Ja jednak odzyskałem ją bardzo szybko.

Jak długo byłeś nieprzytomny?

Trzy dni byłem w śpiączce farmakologicznej, a w szpitalu spędziłem dwa tygodnie. Z początku miałem leżeć trzy, ale z czasem lekarz stwierdził, że już i po 1,5 tygodnia mógłbym wyjść. Mam w końcu organizm sportowca.

W Polsce wokół twojego wypadku krążyły rozmaite legendy - a to, że ktoś cię wypchnął z balkonu, a to, że spożywałeś alkohol i to właśnie spowodowało, że z tego okna wypadłeś.

Tak, było tutaj dużo różnych przypuszczeń, bo ja sam przecież nie pamiętałem. Mówili też, że się wygłupiałem i przechodziłem przez balkon, ale to kompletna bzdura. Pech się w życiu zdarza. Trafiło na mnie. Jednak absolutnie nie mam do nikogo pretensji. To tylko i wyłącznie moja wina.

Rozmowę z Łukaszem Parszczyńskim obejrzysz w załączonym materiale wideo.

Przemysław Iwańczyk, RH, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie