Maciej Turski: W przeszłości walczyłeś w Chinach, ale pierwszy raz będziesz bił się w Stanach Zjednoczonych. Jak przebiegała aklimatyzacja, były jakieś problemy?

 

Marcin Tybura: Przyleciałem do Stanów Zjednoczonych już w piątek, sobotę i szybko udało się przystosować do czasu za oceanem. Jest tutaj w miarę wysoko, więc trochę inaczej się oddycha. Pierwszy trening był ciężki, ale również ze względu na krótki sen. W ostatnich dniach już wszystko wyglądało poprawnie. Myślę, że na sobotę będzie już wszystko normalnie.

 

Wspomniałeś o wysokości, na której znajduje się Salt Lake City. Da się odczuć tę wysokość około 1300 m n.p.m.?

 

Normalnie jest bardzo gorąco i funkcjonowanie na co dzień jest trochę uciążliwe, a pewnie wysokość również robi swoje. Różnicę da się odczuć, ale nie oddziałuje na mnie w dużym stopniu.

 

Wydarzenia organizowane przez UFC w Stanach Zjednoczonych od zaplecza różnią się od tych, których doświadczyłeś w Europie?

 

Na razie ciężko powiedzieć, bo nie było jeszcze gali, nawet ważenie jeszcze przede mną. Do tej pory wszystko wygląda bardzo podobnie do tych europejskich wydarzeń. Musieliśmy podpisać po przylocie pewne dokumenty, odebrać sprzęt od Reeboka, ale wszystko odbywa się na podobnych zasadach jak w Europie.

 

Wracając do Twojego debiutu w UFC. Wiele razy wspominałeś o tym, że za wolno rozpocząłeś walkę z Timothy Johnsonem. Czy udało się jeszcze wyciągnąć jakieś wnioski z tego pojedynku?

 

Niewiele chyba mogę dodać, za spokojnie rozpocząłem walkę. Trochę się obawiałem o swoją kondycję, że może mi jej zabraknąć. Może zbyt asekurancko do tego podszedłem. Brakowało również trochę pod względem siłowym, ale nad tym już pracowaliśmy z trenerem Michałem Wilkiem z Katowic. Mam wrażenie, że moje nastawienie również nieco ulegnie zmianie. Presji przed pierwszym występem nie było, ale w końcu w UFC debiutuje się tylko raz...

 

Unikasz słowa presja. Po walce w Zagrzebiu jednak wspominałeś, że towarzyszyło Ci zupełnie nowe uczucie.

 

Stresu i presji nie było, ale były za to dość spore oczekiwania związane z moim występem. Sam tego nie odczuwałem, a może gdzieś siedziało to z tyłu głowy? Pierwsza walka w UFC jednak wrażenie robi.

 

Sporo zmian zaszło w Twoim sztabie szkoleniowym. Wspomniałeś już o nowym trenerze od przygotowania siłowego - Michale Wilku. Czy te treningi przyniosły zamierzony efekt i czy znacząco różnią się od tych, które odbywałeś dotychczas?

 

Treningi z Michałem Wilkiem naprawdę sporo zmieniły w moich przygotowaniach. Pracowaliśmy trochę nad mięśniami głębokimi, ale nie zapominaliśmy o sile, chociaż nie robiliśmy siły maksymalnej. Trener dostosowywał idealnie zestawy ćwiczeń pod moje potrzeby, byłem pod ciągłym nadzorem i wydaję mi się, że wszystko poszło po naszej myśli.

 

Przed walką w Salt Lake City do sztabu szkoleniowego dołączył także Robert Złotkowski. Jak układa się współpraca z nowym trenerem stójki? Wiemy, że trener "Złoty" potrafi przygotować coś specjalnego dla każdego pięściarza...

 

Z trenerem pracujemy od początku okresu przygotowawczego, a nawet troszkę wcześniej. Początkowo pracowaliśmy tak naprawdę nad wszystkimi elementami. Później zajęliśmy się już treningiem pod mojego najbliższego rywala. Mamy nawet techiniki przygotowane specjalnie pod Viktora Pestę.

 

W Twoim sztabie znajduje się już naprawdę pokaźna liczba trenerów. Są wspomniani Michał Wilk, Robert Złotkowski, parterem zajmuje się Kamil Umiński, masz również szkoleniowca od zapasów, a przecież całość spina główny szkoleniowiec Piotr Jeleniewski. Nie masz z tym problemu?

 

Dostaję w miarę spójne informacje, a trenerzy są ze sobą w stałym kontakcie i razem pracujemy na wspólny cel. Każdy jest specjalistą w swojej dziedzinie, ale oczywiście nad wszystkim czuwa Piotr Jeleniewski, która układa ostateczny plan. Na razie nie ma z tym żadnych kłopotów i wszystko idzie w odpowiednim kierunku.

 

Na UFC Fight Night 92 zmierzysz się z Viktorem Pestą. Rzadko w UFC można napotkać w kategorii ciężkiej zestawienie tak dwóch młodych zawodników. 26 lat Czecha to naprawdę niewiele jak na królewską kategorię. Analizując swoich przeciwników zwracasz uwagę na doświadczenie, wiek?

 

Lata nie mają żadnego znaczenia, ale doświadczenie jak najbardziej. Viktor ma stoczone trzy pojedynki mniej ode mnie, więc nasze w MMA jest bardzo podobne. A wiek? Cztery lata między nami wielkiej różnicy nie robi.

 

Z Pestą spotkaliście się już kilka lat temu i mieliście nawet okazję razem potrenować. Można wyciągnąć jakieś pomocne wnioski?

 

Faktycznie tak było. Na obozie było nas kilku ciężkich, a jego pewne zachowania i sposób walki zapamiętałem. Oczywiście nie wszystko, ale i tak jakieś wnioski wyciągnąłem. To było jednak trzy lata temu, więc od tego czasu trochę się zmieniliśmy. On sporo podróżował - trenował w Allstars w Szwecji, a do naszej walki przygotował się w Blackzilians. Zobaczymy kto zrobił większy postęp!

 

Dotychczas Pesta stoczył trzy walki w UFC, z czego dwie przegrał. Mierzył się z solidnymi pokroju Derricka Lewisa czy Ruslana Magomedova. Te walki nie zakończyły się jego zwycięstwami, nie przegrywał z kretesem, ale nie też nie prezentował się efektownie.

 

Może i nie jest widowiskowy, ale na pewno ma twardą głowę i potrafi przyjąć sporą liczbę ciosów. Nikt go w UFC nie poddał, a z Lewis przegrał dopiero w trzeciej rundzie. Pesta to solidny zawodnik w każdej płaszczyźnie i trzeba na niego uważać w każdej sekundzie walki.

 

Jest jakiś aspekt walki, na który w jego przypadku trzeba zwrócić szczególną uwagę?

 

Pesta jest zawodnikiem wszechstronnym, ale przede wszystkim ma mocne zapasy. Lubi dociskać do siatki i potrafi obalać. Nie mogę jednak skupiać się tylko na jednej płaszczyźnie.

 

Jesteś po jednej porażce w UFC, a w  tej organizacji każdy zawodnik pisze swoją historię. Czasami można przegrać trzy pojedynki z rzędu, a czasami zwalniają już po jednej przegranej. Myślisz, że dla Ciebie jest to walka o "być albo nie być" w UFC?

 

Tak ten pojedynek traktuję. Życzcie mi spokojnej, zimnej głowy i będzie dobrze.