Pindera: Został tylko jeden

Inne
Pindera: Został tylko jeden
fot. PAP

Szansa na zwycięstwo była, ale nie przy takim boksowaniu. Igor Jakubowski, choć wygrał trzecią rundę z Anglikiem Lawrence’em Okolie, to całą walkę przegrał u wszystkich sędziów 28:29 i odpadł z turnieju.

Pięściarz z Konina miał okazję sprawić sobie piękny prezent na 24 urodziny i pokonać wyższego o głowę rywala, ale w pierwszych dwóch rundach zrobił niewiele, by tak się stało. Londyńczyk mierzy 196 cm, ma bardzo długie ręce i sylwetkę gladiatora. Gorzej z bokserską techniką, tak naprawdę dopiero się jej uczy. Ale na Jakubowskiego, jakby nie było aktualnego wicemistrza Europy wagi ciężkiej (91 kg), to wystarczyło.

 

Sama walka to już historia, więc nie ma sensu do niej wracać. Polak przespał pierwsze starcie, w drugim też zrobił zbyt mało, by przekonać do siebie sędziów punktowych, dopiero w trzecim, ostatnim, zachował się tak, jak powinien zaraz po gongu rozpoczynającym walkę: ruszył do zdecydowanego ataku.

 

I choć czystych ciosów nie zadał byt wiele, to każdy z trzech sędziów punktował 10:9 dla niego. Oczywiście niewiele to zmienia, wygrał Brytyjczyk i to on zmierzy się teraz z Kubańczykiem Erislandy Savonem. Tym samym, który dwa miesiące temu w Taszkiencie, w finałowym meczu WSB odprawił go z kwitkiem nokautując na początku walki.

 

Rozmawiałem z Jakubowskim zaraz po przegranym pojedynku, był załamany, choć przyznał, że przeczuwał od kilku dni, że tak właśnie będzie – Nie byłem sobą, nic mi nie wychodziło, brakowało szybkości, dynamiki. Tak jakbym był przetrenowany, do tego doszło napięcie związane z samym startem – próbował znaleźć wytłumaczenie swojej słabszej niż oczekiwał postawy.

 

Pytanie, co o tym sądzą trenerzy. Jakubowski awans olimpijski wywalczył dopiero pod koniec czerwca, wygrywając turniej w Baku. Później na krótko pojechał na zgrupowanie do Zakopanego i wrócił do Konina, do trenerów klubowych. Przygotowania klubowe sprawdziły się w Baku, ale w Rio de Janeiro był już bez formy.

 

We wtorek zobaczymy w jakiej dyspozycji jest Tomasz Jabłoński, jedyny Polak, który pozostał w olimpijskim turnieju. On też postawił w dużej mierze na przygotowania klubowe, co pod dużym znakiem zapytania stawiało sens wysyłania na igrzyska trenera reprezentacji. Jabłoński zmierzy się w serii wieczornej (23.45 polskiego czasu) z Australijczykiem Danielem Lewisem i jeśli pokaże swój najlepszy boks, powinien wygrać, ale to wcale nie musi być takie oczywiste. Lewis wie na czym polega walka na pięści.

 

Odpadł już z turnieju były mistrz zawodowców Hassan N’dam J’ikam  (81 kg) pokonany przez Brazylijczyka Michela Borgesa. Kameruńczyk na zawodowych ringach sukcesy odnosił w wadze średniej, tu walczył w półciężkiej. Po walce przyznał, że kiedy pojedynek się kończył, on dopiero się rozkręcał. 

Janusz Pindera z Rio de Janeiro, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze