Nie ma jednego! Ej, brakuje jednego!
Krzyczał zza linii wściekły trener Pasów, Jacek Zieliński, gdy arbiter Tomasz Wajda gwizdnął po raz pierwszy w drugiej połowie. Zdezorientowany zespół gospodarzy pozwolił Jagiellonii na błyskawiczną akcję, po której gola strzelił Karol Świderski.

Jak się okazało, na boisku miał pojawić się wracający po kontuzji Anton Karaczanakow, jednak ten... zapomniał części garderoby z szatni. Chodziło o getry, które nie pasowały do reszty stroju. Kierownik zespołu odesłał Bułgara z powrotem do szatni, podczas gdy sędzia pozwolił gościom zacząć od środka mimo braku jedenastego zawodnika.

To była jedyna bramka, która padła tego wieczora na stadionie przy ul. Kałuży - kuriozalne trafienie gości dało im więc przepustkę do 1/8 finału Pucharu Polski.