To był jeden z tych finałów, na który patrzą oczy kibiców z całego świata. Dystans 200m stylem motylkowym na każdych igrzyskach olimpijskich budzi wielkie emocje, a walkę o złoto toczą najlepsi z najlepszych. Tym najlepszym w Rio de Janeiro po raz kolejny już okazał się Michael Phelps, który w pojedynkę piszę historię: Amerykanin zdobył swój dwudziesty złoty medal w historii występów na IO!

Wyścig znakomicie rozpoczął Laszlo Cseh, który jednak nie był najlepszym z Węgrów w tym finale. Zaledwie 19-letni Tamas Kenderesi był wielką rewelacją półfinału, w którym to jako jedyny osiągnął lepszy czas od Phelpsa. Nowicjusz jednak nie wytrzymał startu i został w blokach - ostatecznie jednak udało mu się dogonić czołówkę na ostatnim odcinku i zajął miejsce na najniższym stopniu podium.

Phelps kłopoty miał tylko na początku, bowiem od drugiej długości basenu dominował. Nieoczekiwane kłopoty w samej końcówce sprawił mu Japończyk Masato Kasai, któremu do wyprzedzenia Amerykanina zabrakło kilku pociągnięć: ostatecznie przegrał z Phelpsem o zaledwie cztery setne sekundy, jednak jego obecność na podium jest już dużym zaskoczeniem.

Niespełna dwie godziny później na szyi Phelpsa zawisł kolejny złoty medal - zdobył go wraz z amerykańską sztafetą na dystansie 4x200m stylem dowolnym, gdzie miał za zadanie utrzymać przewagę wypracowaną przez kolegów nad Wielką Brytanią oraz Japonią. BBC zdążyło już wyliczyć, że Phelps zgromadził więcej złotych medali olimpijskich niż... 174 państwa w swojej całej historii.