Był rok 2013. Młody Hallgren, który występował dotąd w małym klubie z Goeteborga, ruszył w pogoń za marzeniami. Miał niecałe 18 lat i przewyższał kolegów na tyle, że na testy zaprosiły go takie kluby, jak SC Heerenveen, Glasgow Rangers, Hamburger SV, a nawet wielka Chelsea.

Ten piłkarski EuroTrip trwał miesiącami. Nastolatek wzbogacał CV, był sprawdzany przez kolejnych trenerów. Gdy wydawało się, że jest już blisko wymarzonego kontraktu, przepadł jak kamień w wodę. Stało się to kilka tygodni po powrocie do Szwecji.

- Przestał przychodzić na treningi, w ogóle nie pojawiał się w klubie. Był fantastycznym piłkarzem, miał wielki talent, ale brakowało mu głowy do sportu. Widziałem w jego oczach olbrzymi smutek - zdradził jeden z trenerów Lärje-Angered IF Goeteborg.

Co było powodem tego smutku? Prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy.

Minęły dwa lata. W środę 18 marca 2015 roku FC Barcelona podejmowała w 1/8 finału Ligi Mistrzów Manchester City. Spotkanie elektryzowało całą Europę, więc nic dziwnego, że feralny bar w Goeteborgu był wypełniony po brzegi...

To wyglądało na w pełni przemyślaną i zaplanowaną akcję. Do lokalu wchodzi grupka zamaskowanych mężczyzn. Mają broń. Nagle jeden z nich oddaje kilka strzałów do z pozoru postronnego 25-latka. Po chwili ten sam człowiek zabija kolejną osobę - tym razem 20-letniego kibica Barcelony. Motywy zbrodni do dziś pozostają nieznane.

Sprawcą okazał się wówczas już 20-letni Josef Hallgren. Policja nie miała problemów z jego pojmaniem. Były piłkarz czekając na wyrok spędził w areszcie ponad rok. W środę zrozumiał, że nie wyjdzie zza krat przez kolejne 14 lat...

Dlaczego? - pytanie, które zadaje sobie teraz cała Szwecja. Życiorys Hallgrena to chyba jedna z najmroczniejszych historii o niespełnionych talentach...