Zieliński, mistrz olimpijski z Londynu w kat. 85 kg, ma wystartować w sobotę w igrzyskach w Rio de Janeiro.

 

"Nie znam jeszcze osobiście wyniku testu Adriana, ale z tego co wiem, wpłynął on już do komisji, która kompletuje dokumenty. Nie mam złudzeń, że ten wynik będzie negatywny, ponieważ sprawa nie byłaby wówczas tak głośna. Ale cieszyłbym się, gdyby wynik był negatywny, czyli korzystny dla Adriana" - zaznaczył w rozmowie z dziennikarzami Kołecki.

 

Szef PZPC dodał, że obecnie w biurze związku jest prowadzona kontrola. Ma nadzieję, że wykaże ona, że PZPC rzetelnie wywiązywał się z umowy z Ministerstwem Sportu i Turystyki dotyczącej m.in. szkolenia. Problem dopingu, który "wybuchł" w ostatnich dniach dotyczy zawodników, którzy nie chcieli się szkolić w systemie centralnym.

 

Problemy z Tomaszem Zielińskim i Krzysztofem Szramiakiem spowodowały, że prezes PZPC wystąpił z wnioskiem o ich usunięcie z kadry olimpijskiej. Jednak nie został on zaakceptowany w głosowaniu przez prezydium PZPC.

 

Na pytanie dlaczego do Rio pojechali zawodnicy, których wyników testów dopingowych nie znano, Kołecki przyznał, że PZPC był przekonany, że przeprowadzone podczas mistrzostw Polski na początku lipca badania zostały zakończone.

 

"Byliśmy przekonani, że wszystko jest OK, gdyż nie otrzymaliśmy z komisji żadnego sygnału o problemach. Wielokrotnie monitowaliśmy o przyspieszenie procedur kontrolnych, w żadnym przypadku nie godziliśmy się na to, aby do Rio zawodnicy jechali bez pozytywnych dla nich badań" - wyjaśnił dwukrotny srebrny medalista olimpijski.

 

Kołecki dodał, że Adrian Zieliński miał indywidualny cykl przygotowań zatwierdzony przez resort, z kadrą trenował tylko podczas ostatniego, lipcowego zgrupowania w Spale. PZPC początkowo był przeciwny takiemu rozwiązaniu, w grudniu 2015 roku podjęta była decyzja o likwidacji takiego systemu przygotowań.

 

"Chcieliśmy, aby wszyscy byli objęci szkoleniem centralnym, wtedy łatwiej jest przestrzegać wszystkich procedur, dmuchać na zimne. Jednak po tym gdy Adrianowi przyznano srebrny medal mistrzostw świata w 2015 roku (po dyskwalifikacji trzech rywali, którzy na pomoście w USA zajęli miejsca od drugiego do czwartego), zawodnik i jego trener wystąpili o tok indywidualny i został on przyznany. To sprawiło, że Zieliński trenował indywidualnie, w tym czasie był kilka razy badany i nigdy nie otrzymaliśmy informacji, że coś jest nie tak" - zaznaczył Kołecki.

 

W piątek na godz. 16 zaplanowana jest konferencja Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie w sprawie badania Zielińskiego.

 

Temat stosowania niedozwolonych substancji przez polskich sztangistów został nagłośniony na początku tygodnia. We wtorek Polski Komitet Olimpijski podał, że badanie próbki B potwierdziło stosowanie przez Tomasza Zielińskiego - brata Adriana - niedozwolonego środka. Kołecki wówczas poinformował, że 16 sierpnia na nadzwyczajnym posiedzeniu prezydium związku poda się do dymisji. Przyznał też, że na dopingu przyłapany został również Krzysztof Szramiak.

 

W środę Komisja do Zwalczania Dopingu w Sporcie podała, że wynik badania próbki pobranej u Tomasza Zielińskiego podczas lipcowego zgrupowania w OPO w Spale wykazał obecność w jego organizmie zabronionego środka. Tego samego dnia media poinformowały że Adrian, który nie był badany po przyjeździe do Brazylii, został skontrolowany, podobnie jak jego brat, w Spale. Wynik tego badania budził wątpliwości, dlatego miał być poddany dokładnej analizie.

 

"Nie mam żadnej oficjalnej informacji o tym, że stosowałem zakazane substancje. Zaprzeczam, że cokolwiek brałem. To jest niemożliwe. Musielibyśmy z bratem być skończonymi idiotami, żeby wziąć nandrolon, który siedzi w organizmie 17 miesięcy i przyjechać na igrzyska. To jest niedorzeczne. To jakaś manipulacja, coś musiało zostać mi podrzucone w odżywkach" – powiedział przedstawicielom mediów Adrian Zieliński w środę w Brazylii.

 

W Londynie wywalczył on olimpijskie złoto w kategorii 85 kg, w Rio de Janeiro zgłoszony jest w 94 kg i wymieniano go jako jednego z głównych kandydatów do podium.