Mateusz Borek: Trudno jest wejść na sam szczyt, ale mam wrażenie, że mentalnie więcej kosztuje na tym szczycie pozostać. Człowiek sobie wizualizuje sobie walkę kilkanaście razy zanim wejdzie do klatki.


Joanna Jędrzejczyk: Tak, ja raczej w tygodniu walki jestem bardzo spokojna. W trakcie przygotowań codziennie budzę się i zasypiam z myślą o mojej przeciwniczce. Jestem zawodniczką, która się nie stresuje. Ja sobie tłumaczę, że nie mam stresu. Może to się objawia w jakiś sposób…


Myślę, że masz po prostu tremę konstruktywną, która Cię napędza.


Oczywiście. Przez trzy i pół miesiąca zasypiałam z Claudią Gadelhą i wizualizowałam sobie tę walkę. Tętno od razu skakało. Trudno było zasypiać, ale postawiłam kropkę nad "i". Bardzo się z tego cieszę. Ciężko dojść do mistrzostwa, a co dopiero się utrzymać na szczycie. Staram się twardo stąpać po ziemi mimo tego co się dzieje wokół mojej osoby. Traktuję bardzo chłodno to co się dzieje w Polsce i w USA. Dla mnie wartość ma sukces sportowy i mam apetyt na więcej. Postawiłam sobie tzw. deadline. Mam już plany, kiedy odejdę na emeryturę. Chociaż nie wiem, czy w tym dniu nie powiem "jeszcze możesz rok powalczyć". To wszystko wiele kosztuje mój organizm. Nie tylko fizycznie, ale też psychicznie.


Unika Pani trochę z premedytacją dyskusji na temat walki z Karoliną Kowalkiewicz o pas. To jest tak, że mistrzyni nie chce zrobić za dużego PR pretendentce?


Nie, to nie tak. Byłam na wakacjach. Szczerze, nie oglądałam walki Kowalkiewicz. Nie chciałam tego komentować. Jest ranking, Karolina się w nim pnie. Myślę, że powoli zasługuje sobie na miano bycia pretendentką do tytułu mistrzowskiego wagi słomkowej, którego ja jestem posiadaczką. To jest nieuniknione, że do tej walki dojdzie.

 

Cała rozmowa z Joanną Jędrzejczyk w załączonym materiale wideo.