Pindera: Mamy talent

Inne
Pindera: Mamy talent
fot. Cyfrasport

Polski pingpongista Jakub Dyjas ma 20 lat i wielkie możliwości. W meczu z Japonią pokonał znacznie wyżej notowanego Koki Niwę i toczył wyrównaną walkę z brązowym medalistą tych igrzysk, Yunem Mizutanim.

Szczupły, wysoki (183 cm), bez kompleksów. Był mistrzem Europy kadetów, dziś jest liderem reprezentacji Polski. Trener Tomasz Krzeszewski mówi, że jeśli będzie robił takie postępy jak dotychczas, to będziemy mieli z niego pociechę. Gra nie tylko widowiskowo, ale i skutecznie, o czym przekonali się Japończycy, szczególnie Koki Niwa, były mistrz świata juniorów, gracz światowej czołówki.


To był prawdziwy maraton przy stole. 3godziny i 35 minut. I gdyby Wang Zeng Yi pokonał Maharu Yoshimurę, a była taka szansa, to doszłoby do wielkiej sensacji, wicemistrzowie świata znaleźliby się za burtą turnieju drużynowego w Rio.


Urodzony w Chinach „Wandżi” wygrał pierwszego seta, a kolejne trzy przegrał na przewagi, choć to on był w nich górą. Zabrakło odrobiny szczęścia, kilku piłek.


Później przy stole stanęli Dyjas i Mizutani. Młody Polak, jeszcze bez większych sukcesów w gronie seniorów i brązowy medalista z Rio w turnieju indywidualnym. Japończyk w meczu o brązowy medal pokonał legendę tego sportu, Władimira Samsonowa, wcześniej w półfinale urwał dwa sety późniejszymi mistrzowi, Chińczykowi Ma Longowi.


I proszę sobie wyobrazić, że ten znakomity pingpongista w pojedynku z Dyjasem miał problemy. Pierwszego (14:12) i ostatniego seta (12:10) wygrał na przewagi, trzeciego przegrał (9:11). W tym drugim, zwycięskim (11:9), też się męczył.


O tym, że Dyjas ma wielki talent i wielkie możliwości przekonał się w tym meczu boleśnie inny z Japończyków, Koki Niwa. Najniższy i najmłodszy z najlepszych zawodników kraju „Kwitnącej Wiśni”, w starciu z Polakiem nie miał nic do powiedzenia. Wygrał tylko drugiego seta (11:7) i kiwał ze zdziwieniem głową, gdy przegrywał pozostałe. Polacy wcześniej pokonali wicemistrzów świata w grze deblowej, więc kolejny punkt zdobyty przesz Dyjasa dawał im szansę na sensacyjne zwycięstwo i awans do ćwierćfinałów.


Daniel Górak, były mistrz Europy juniorów, w ostatnim pojedynku robił wszystko, by pokonać Mizutaniego, ale nie dał rady. Japończyk to przecież nr 6 światowego rankingu, wliczając wszystkich najlepszych Chińczyków, a teraz trzeci zawodnik igrzysk w Rio. W czwartym, ostatnim secie wygrał 11:9 i zapewnił zwycięstwo swojej drużynie.   I tak po meczu, który trwał blisko cztery godziny faworyci wymęczyli awans.


Ale my nie mamy się czego wstydzić, bo mamy twardą, waleczną drużynę zdolną do wielkich rzeczy i wielki talent, jakim jest Jakub Dyjas. Aktualnie jest zawodnikiem Ochsenhausen, gra w mocnej lidze niemieckiej, ma obok siebie ciekawych zawodników z wielu krajów i jak mówi czuje, że z dnia na dzień jest coraz lepszy.


Ostatnim Polakiem, który należał do ścisłej czołówki światowej, który stał na podium mistrzostw świata, był nieżyjący Andrzej Grubba. Później w jego ślady próbował pójść Lucjan Błaszczyk i był bardzo blisko najlepszych, czasami nawet z nimi wygrywał.


Teraz przed taką szansą stoi Dyjas. Kiedy oglądałem go podczas treningów, już tu, w Rio, jeszcze przed rozpoczęciem olimpijskiej rywalizacji i zobaczyłem jego wspaniały bekhend, przypomniałem sobie Grubbę. Pojedynki z Mizutanim i Koki Niwą potwierdziły, że coś w tym jest. Przed Dyjasem wielka przyszłość, ale czy spełni związane z nim nadzieje zależy już tylko od niego.

Janusz Pindera z Rio de Janeiro, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze