Pindera: Rozbój jakiego dawno nie było

Sporty walki
Pindera: Rozbój jakiego dawno nie było
fot. PAP

Mistrzem olimpijskim w wadze ciężkiej powinien zostać Kazach Witalij Lewit, nie Jewgienij Tiszczenko. Rosjanin przegrał finałowy pojedynek bez dwóch zdań.

Oszustwo, rozbój, kradzież. Każde z tych określeń jak ulał pasuje do tego co stało się na olimpijskim ringu w Rio de Janeiro, gdy złotym medalistą kategorii 91 kg ogłaszano Jewgienija Tiszczenkę.

 

25-letni Rosjanin, aktualny mistrz świata i Europy to dobry pięściarz, ma znakomite warunki fizyczne (196 cm), a przy tym walczy z odwrotnej pozycji, ale to jeszcze nie powód, by ciągnąć go za uszy, gdy dostaje lanie, które, gdyby nie kontuzja i związana z nią konsultacja medyczna w trzecim starciu, prawdopodobnie zakończyłoby się jego porażką przez nokaut. A tak dostał sporo czasu na głęboki oddech i odpoczynek.

 

Nie zmienia to jednak faktu, że Tiszczenko niczym nie zasłużył na zwycięstwo.

 

fot. PAP/EPA

 

Witalij Lewit, który w półfinale pokonał jednego z faworytów, Kubańczyka Erislandy Savona, był lepszy w każdej z rund, a w dwóch ostatnich, Rosjanin nie miał nic do powiedzenia. Tym większe było więc moje zdziwienie, gdy ogłoszono jego wygraną, i to jednogłośną. Reakcja publiczności była prawidłowa, wygwizdała werdykt, długo protestowała. A później przy dekoracji medalami nagrodziła gorącymi brawami Lewita. Natomiast, gdy na najwyższy stopień podium wchodził Tiszczenko zaczął się koci koncert. I w tym momencie klasę pokazał Kazach, który dyskretnym gestem poprosił protestujących, by przestali.

 

Siedziałem na stanowisku komentatorskim i nie bardzo mogłem zrozumieć, co się stało, choć widziałem przecież takich oszukańczych werdyktów setki. Ale w olimpijskiej scenerii nie zdarza się to często. Skandaliczne decyzje sędziów na igrzyskach w Seulu (1988) o mały włos nie wyrzuciły boksu z rodziny olimpijskiej. Wprowadzono więc jako antidotum nieszczęsne maszynki do liczenia ciosów, by takim decyzjom w przyszłości zapobiec. No i co ? Pamiętamy doskonale, sędziowie do perfekcji opanowali umiejętność, jak można dzięki nim jeszcze skuteczniej oszukiwać. Lepszy zawodnik niby wygrywał u wszystkich sędziów, a w górę wędrowała ręka słabszego. Długo z tym walczono, wreszcie maszynki zlikwidowano i mamy podobny system, jak w boksie zawodowym. Ale tam przecież oszustw też nie brakuje. Wszystko bowiem i tak zależy od ludzi, od tego czy są uczciwi, nieprzekupni i czy znają się na rzeczy.

 

fot. PAP/EPA

 

Po werdykcie w walce Lewita z Tiszczenką nie spotkałem nawet jednego komentatora, który powiedziałby, że sędziowie mieli rację. Obok, przy stanowisku telewizji irlandzkiej był między innymi znany pięściarz z tego kraju, Darren O‘Neill. Zapytany co sądzi o tym co widział, powiedział krótko: skandal jakich mało. Jego zdaniem Tiszczenko nie wygrał żadnej rundy. Później podchodzili inni komentatorzy i mówili to samo.

 

Medale wręczał rodak Lewita, słynny pięściarz z Kazachstanu, Serik Konokbajew, przed laty wielki rywal Amerykanina Marka Brelanda i Włocha Patrizio Olivy. Z tym drugim przegrał olimpijski finał w Moskwie (1980), w wadze lekkopółśredniej, a z pierwszym finał mistrzostw świata w Monachium (1982) w półśredniej. Dziś Konokbajew jest wiceprezydentem AIBA, a Oliwa pracuje jako komentator telewizji włoskiej.