Pindera: Teraz albo nigdy

Inne
Pindera: Teraz albo nigdy
fot. PAP

Ostatnie trzy olimpijskie ćwierćfinały polscy siatkarze przegrali. Czas wreszcie to zmienić w meczu z USA.

Cisza przed burzą, tak chyba najbardziej lapidarnie można określić atmosferę przed tym spotkaniem. Amerykanie to bardzo trudny rywal, który na ogół najlepiej spisuje się na igrzyskach, więc możemy się dziś spodziewać trudnej przeprawy, której efekt finalny dla jednej z drużyn będzie bolesny, gdyż pożegna się z marzeniami o olimpijskim medalu.

 

Jak wielkie jest ciśnienie w takich sytuacjach pokazał mecz Brazylijczyków z Francją, ostatni w fazie grupowej. Świadomość, że przegrywający nie zagra nawet w ćwierćfinale chwilami była paraliżująca nawet dla najlepszych graczy obu drużyn.

 

Canarinhos wygrali po wielkich mękach i zostali w turnieju, a Trójkolorowi, najlepszy zespół minionego sezonu, wraca do domu. I takie emocje będą też towarzyszyć spotkaniu Polaków z Amerykanami. Nasi siatkarze cały czas sprawiają wrażenie, że stać ich na więcej niż do tej pory pokazali, a przecież grają naprawdę dobrze. Drużyna USA zaczęła od porażki, ale z każdym kolejnym meczem spisuje coraz lepiej, więc na ich kryzys w dzisiejszym spotkaniu raczej bym nie liczył.

 

Dwanaście lat temu w Atenach, Polacy w ćwierćfinale wpadli na wielką Brazylię i choć zrobili wszystko na co ich było wtedy stać, nie dali jej rady. W Pekinie, cztery lata później, na drodze do medalu stanęli im Włosi. Mecz był dramatyczny, kończył się tie breakiem, a nasi zawodnicy będą go zapewne pamiętać do końca życia, gdyż był do wygrania. Niestety, tego dnia więcej szczęścia od Raula Lozano, trenera naszej reprezentacji, miał Andrea Anastasi, który prowadził Włochów.

 

W Londynie włoski szkoleniowiec miał nadzieję, że do finału poprowadzi polskich siatkarzy, ale skończyło się jak zawsze: na kolejnej porażce w ćwierćfinale, tym razem z Rosją.

 

Teraz jest Francuz, Stephane Antiga, który doprowadził nasz zespół do mistrzostwa świata dwa lata temu. Dziś jednak jest to już inna drużyna, ale podobnie jak tamta chcąca wygrywać i sięgać po najwyższe cele.

 

W meczu z Amerykanami zadecyduje głowa, która w takich spotkaniach o wszystko jest najważniejsza. Polacy mają za sobą wiele ciężkich wojen utwardzających ich psychikę. Drogę do Rio mieli bowiem długą i pełna zakrętów. Niewiele przecież brakowało, by już w styczniu marzenia te zostały boleśnie rozwiane podczas turnieju kwalifikacyjnego  w Berlinie. A przecież wcześniej i później było jeszcze Tokio. W Pucharze Świata zajęli tam trzecie miejsce, przegrywając tylko jeden mecz z Włochami i awans wywalczyli inni. Turniej ostatniej szansy, rozgrywany w maju, w tym mieście, dał im wreszcie przepustkę do Rio.

 

Teraz wierzą głęboko, że dzisiejsza wygrana z USA otworzy im drogę do olimpijskiego medalu. Na razie ulegli tylko Rosji, 2:3, a pozostałe mecze wygrali. Liderem jest Bartosz Kurek, ale ta drużyna ma to do siebie, że w każdej chwili, może nim być ktoś inny. I to jest jej siłą.

 

Problem w tym, że nawet najsilniejsi czasami przegrywają. Z walki o olimpijskie medale odpadła przecież żeńska reprezentacja Brazylii. Jej trener Ze Roberto rwał włosy z głowy, ale nic nie mógł poradzić na paraliż w przyjęciu swojej, znakomitej przecież drużyny. Brazylijki przegrały z Chinkami w tie breaku i mogły po tej porażce tylko płakać. Zwyczajnie nie wytrzymały presji, która je przerosła. I to samo może zdarzyć się ich kolegom, jeśli napotkają opór ze strony zdeterminowanych rywali. Dziś w nocy będą nimi Argentyńczycy. A my musimy mieć tylko nadzieję, że presja, której nie da się przecież uniknąć, tylko ich uskrzydli.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze