Łukasz Majchrzyk: Za wami kilka tygodni ciężkiej pracy na zgrupowaniach i jeden turniej towarzyski. Wygraliście z Austrią i Islandią, stoczyliście ciężki bój ze Słowenią. Jest pan zadowolony?

Mike Taylor: Chylę czoło przed zespołem i całym sztabem. Myślę, że zbudowaliśmy solidny fundament pod przyszłe sukcesy. Nie spoczywamy jeszcze na laurach. Mamy nad czym pracować, jeśli chodzi o atak i obronę. Naszym celem jest wyciśnięcie z tej grupy, ile się da. Chcemy być tak dobrzy, jak tylko możemy być. Idziemy w dobrym kierunku, w Ulm czekają na nas kolejne wyzwania w ten weekend.

W spotkaniu ze Słowenią byliście bardzo blisko zwycięstwo. Co jeszcze trzeba dodać do gry reprezentacji, żeby takie mecze, z takimi rywalami, rozstrzygać w czwartych kwartach na swoją korzyść?

Pamiętajmy, jak mocną drużyną jest Słowenia. Rozpoczęliśmy tamto spotkanie bardzo dobrze, byliśmy skoncentrowani, zbudowaliśmy sporą przewagę, ale oni mają kilku graczy klasy Gorana Dragicia, którzy trafiali bardzo trudne rzuty. Druga połowa była dla nas znakomitym treningiem, z którego można wyciągnąć wnioski na przyszłość. Musimy poprawić jeszcze detale zarówno w ataku jak i obronie, które sprawią, że nasza gra będzie bardziej stabilna przez 40 minut. To się nie stanie w jeden dzień, ale uwierzcie mi, że idziemy w dobrą stronę.

Co zadecydowało, że w pewnym momencie zbudowaliście przewagę 32:10 w meczu ze Słowenią?

Byliśmy bardzo skoncentrowani i agresywni w ataku jak i obronie. Dokonaliśmy kilku zmian w wyjściowym składzie, które bardzo dobrze zafunkcjonowały (Od początku grali ze sobą Lampe i Hrycaniuk - przyp. Ł. M.). Graliśmy bardzo dobrze, ale potem spudłowaliśmy kilka łatwych rzutów, które normalnie AJ Slaughter, Adam Waczyński i Mateusz Ponitka normalnie trafiają. Jeśli będzie dalej tak pracować, to w przyszłości będziemy wygrywać z drużynami klasy Słowenii.

Współpraca Macieja Lampego z Adamem Hrycaniukiem wygląda dobrze?

Gra i zachowanie Maćka Lampego to jest jeden z większych pozytywów naszej pracy w tym roku. Były pewne wątpliwości, jak się będzie zachowywał, jak się zintegruje z grupą, jakie będzie miał podejście? Wielkie brawa dla niego za to, jak pracuje. Maciek po prostu chyba dojrzał, to jest kluczowe. Nie tylko współpraca Maćka z Hrycaniukiem jest dobra. W meczu z Austrią zagrali zawodnicy, którzy dostali mniej minut przeciwko Słowenii i Maciek był jednym z najgłośniejszych ludzi na ławce rezerwowych. Bardzo wspierał Tomka Gielo i Roberta Skibniewskiego. Maciek pokazał, że może być ważną częścią naszej drużyny.

Ma pan nową strzelbę w drużynie. Tomek Gielo trafił 11 z 12 rzutów za trzy punkty podczas turnieju w Austrii. Jest pan zaskoczony?

Chyba nikt się nie spodziewał, że będzie aż tak dobrze... Wykonał kilka odważnych ruchów w swojej karierze, zmienił college na ostatnim roku i naprawdę się tam rozwinął, zyskał pewności siebie. Potem miał jeszcze udane treningi i mecze w Lidze Letniej w barwach Philadelphia 76ers i tak zbudowany przyjechał na zgrupowanie reprezentacji. Bardzo się cieszę, mając go w drużynie.

 

Przed wami Rosja, Finlandia i Niemcy, czyli rywale z najwyższej, europejskiej półki.

 

Zaczynamy meczem z Rosją. To bardzo przyjemne wyzwanie. Uwielbiam grać takie spotkania, bo można się na własnej skórze przekonać, w którym miejscu się jest, co jest naszą silną stroną, a co jeszcze trzeba koniecznie poprawić. Każdy sportowiec chce się sprawdzać. Fundamenty mamy mocne: jest chemia w drużynie, system jest dobry, pracujemy ciężko. Dla mnie wielkim przeżyciem będzie powrót do Ulm, w którym pracowałem jako trener przez osiem lat.

 

Wygrana tam z Niemcami będzie czymś szczególnym także dla polskich kibiców.

 

To zawsze są szczególne mecze. Niemcy to sąsiad Polski i odwieczny rywal, podobnie jest z Rosją. Poza tym obie te drużyny są bardzo wysokiej klasy. Osobiście podziwiam też pracę, którą z reprezentacją Finlandii wykonuje Henrik Dettmann. To jest dokładnie to, czego potrzebujemy w tym momencie.

 

Obecność zawodników NBA w składzie Niemiec podnosi jeszcze temperaturę tego spotkania?

 

Spójrzmy na Rosję, która ma Mozgova, Karaseva, czy Shveda. W Finlandii jest Petteri Koponen, który właśnie podpisał kontrakt z Barceloną i na koniec Niemcy, którzy mają w składzie Thibora Pleissa i Paula Zipsera. Będzie okazja, żeby się pokazać.