Shakur Stevenson ma dziadka zakochanego w boksie, więc trudno się dziwić, że techniki uczył się mając już pięć lat. Dziadek, pan Wali  Moses, był wielkim fanem legendarnego technika, wielokrotnego mistrza świata Pernella Whitakera. Zadać cios, nie dać się trafić, oszukać rywala – tak walczył „Sweat Pea”, tak chce walczyć Shakur. „Oglądaliśmy w telewizji walkę, kiedy podszedł do ekranu i zaczął boksować. Miał dwa lata” – mówi Moses. „Za każdym razem, kiedy zabierałem go na salę, nawet zanim mógł założyć rękawice, mówił do mnie: „Dziadku, ja nigdy nie przegram, naprawdę!”. Zawsze to samo. Całkowicie poświęcił się pięściarstwu. Od tego czasu, po każdym zdobytym pucharze za turniejowe zwycięstwo, każdej wygranej walce, wiedziałem, że Shakur jest kimś specjalnym” – mówi Moses.

 

Shakur Stevenson, który urodził się dziewięć miesięcy po śmierci słynnego rappera – imię nadała mu mama, Malikah – boksował dwanaście rund... już w wieku dziecięciu lat. Zrobiło się o nim głośno, kiedy na treningi chłopca z Newark, jednego z najbardziej niebezpiecznych miast USA zaczął przychodzić były mistrz świata, Virgil Hill. „Po jednej z walk, Virgil powiedział, że jeszcze nigdy nie widział pięściarza tak bliskiego stylowi Pernella. To bardzo Shakurowi pomogło, dodało dodatkowej pewności siebie. Od tego czasu nie przegrał ani razu. Wie, że ma szansę zostać jednym z najlepszych pięściarzy świata” – mówi Moses.  Stevenson nigdy nie zapomina, kim chce być, mając prawdziwą obsesję... walki z cieniem. Nikogo to nie dziwi, kiedy jest w sali, ale kiedy wyprowadza dziesiątki ciosów i kombinacji stojąc w sklepie, czy czekając na przystanku na autobus, zdziwionych nie brakuje...

 

Dla wielu promotorów zawodowego boksu, talent Shakura był tak oczywisty, że odradzali mu wyjazd do Rio. Dla Stevensona to byłoby zbyt łatwe. „Wychodzę ze świata w którym nie miałem nic, ale walcząc w turniejach rozsianych po całym świecie, wiem, że są ludzie, którzy mają jeszcze mniej. Nienawidzę latania, ale nie chcę niczego robić na skróty. Tak naprawdę, to już nie mogę się doczekać chwili, kiedy wysiądę z samolotu w Newarku, ze złotym medalem i zobaczę tych wszystkich, którzy zawsze mi dobrze życzyli” – mówi Stevenson.

 

Shakur, który po kontuzji Rosjanina Nikitina awansował do finałowej walki w Rio bez potrzeby zakładania rękawic, i tak już wygrał. Kiedy cztery dni temu prywatnym odrzutowcem przyleciał do Rio Floyd Mayweather Junior, wiadomo było, że nie jest w Brazylii po to, by wygrzewać się na Copacabanie. Najlepszy (przed przejściem na  emeryturę) pięściarz świata bez podziału na kategorie wagowe, pokazywał wię na wielu imprezach, odmawiając jednak odpowiedzi na pytania czy zaoferował Stevensonowi zawodowy kontrakt. „On już teraz walczy jak profesjonalista” – powiedział po łatwej wygranej w ćwierćfinale Stevensona.”Widziałem go, kiedy sparował w moim klubie w Las Vegas. Wszyscy byliśmy przekonani, że to zawodowiec, bo w walce z naprawdę utalentowanym zawodnikiem wyglądał niesamowicie” – mówi Floyd.

 

„Money” przestał być taki tajemniczy przed kilkunastoma godzinami.”Przyleciałem do Rio, żeby dopingować wszystkich amerykańskich sportowców. Ale miałem jeden główny cel – zaprosić gorąco do The Money Team Shakura Stevensona” – napisał Floyd, dając swoje zdjęcie z uśmiechniętym od ucha do ucha nastolatkiem z Newark.  Brawo  Shakur – marzenia się spełniają.