Już sam fakt, że dwie drużyny z "polskiej" grupy na mistrzostwach Europy 2016 grają w półfinale igrzysk olimpijskich świadczy o tym, że Polki trafiły w czempionacie Starego Kontynentu do grupy śmierci. A zważywszy na to, jaki poziom prezentują Francuzki i Holenderki w Rio, skłania do refleksji, że grudniowy turniej będzie dla biało-czerwonych niezwykle trudny. W czwartkowy wieczór zarówno Trójkolorowe, jak i Pomarańczowe zagrały świetny mecz, który rozstrzygnął się dopiero w samej końcówce.

Francuzki miały w Rio rachunki do wyrównania, bowiem Holandia wyrzuciła szczypiornistki znad Sekwany i Loary z ostatnich mistrzostw świata w Danii, wygrywając w ćwierćfinale 28:25. W tamtym meczu zmorą Trójkolorowych była doskonała Estavana Polman (10 trafień) i jej zatrzymanie okazało się kluczem do zwycięstwa w półfinale igrzysk. Tym razem holenderska rozgrywająca rzuciła tylko dwie bramki i nawet 8 goli świetnej Laury van der Heijden nie pomogło reprezentacji Holandii.

Kluczowa w ostatecznym rozrachunku okazała się pierwsza połowa, którą aktualne wicemistrzynie świata nieco przespały i na przerwę schodziły z czterobramkową stratą. Nie funkcjonowała holenderska obrona i bramka, co Francuzki z Allison Pineau na czele skrzętnie wykorzystywały. 17 bramek rzuconych przez Francję było dla Holenderek nieco wstydliwym wynikiem.

Po przerwie reprezentacja Holandii zwarła jednak szyki pozwalając rywalkom rzucić tylko 7 goli! Wreszcie zaczęła bronić Tess Wester, a przewaga Francuzek topniała i topniała... Na dwie minuty przed końcem wynosiła już tylko jedną bramkę, a Pomarańczowe miały co najmniej dwie znakomite okazje, by rzutem na taśmę doprowadzić do remisu. Do tego na 20 sekund przed końcem dostały szansę gry w przewadze! W ostatniej akcji Lois Abbingh trafiła jednak w słupek i ostatnia syrena okazała się dźwiękiem triumfu dla Francuzek.

W finale Francja zmierzy się ze zwycięzcą meczu Norwegia - Rosja.

Francja - Holandia 24:23 (17:13).