W zwycięskiej drużynie Serbii znakomicie spisywała się Brankica Mihajlović. To akcjom 25-letniej przyjmującej zespół z Bałkanów zawdzięcza odrobienie strat w decydującym piątym secie, doprowadzenie do remisu 12:12 i końcowe zwycięstwo.

 

Amerykanki, mistrzynie świata z 2014 r., mogą mówić o pechu, bo urazu lewego kolana na początku meczu doznała środkowa Foluke Akinradewo, zdobywająca najwięcej punktów w zespole.

 

Rywalkami Serbek w walce o złoto będą Chinki, które pokonały Holenderki 3:1. Holenderki, które grały na turnieju olimpijskim po raz pierwszy od 20 lat, starały się nawiązać walkę z Azjatkami, ale w końcówkach wyrównanych setów brakowało im doświadczenia i spokoju, co skutecznie wykorzystywały ich rywalki.

 

Serbki, a wcześniej siatkarki z Jugosławii, nie zdobyły nigdy medalu igrzysk olimpijskich. Finał w Rio de Janeiro to więc nawiązanie do historycznych wyczynów panów, którzy pod flagą byłej Jugosławii wywalczyli złoto w 2000 i brąz w 1996 roku. Chinki za to mają już na koncie dwa złote medale - najpierw wygrały turniej w 1984 roku w Los Angeles, a później triumfowały w 2004 roku w Atenach. Do tego wywalczyły srebrny medal w 1996 roku i dwa brązowe - w 1988 i 2008 roku. Łącznie na ostatnich ośmiu turniejach olimpijskich zdobyły pięć krążków. Teraz zdobędą szósty medal.

 

Półfinały siatkówki pań:

 

Serbia - USA 3:2 (20:25, 25:17, 25:21, 16:25, 15:13)

 

Chiny - Holandia 3:1 (27:25, 23:25, 29:27, 25:23).