Zdecydowanymi faworytkami sobotniego finału (godz. 20.30) są zawodniczki z USA, które pokonując w półfinale Francuzki 86:67 odniosły na igrzyskach 48. zwycięstwo z rzędu.

 

Hiszpanki, których najwyższą lokatą na igrzyskach było czwarte miejsce w Pekinie (2008), w Brazylii przegrały już z Amerykankami w fazie grupowej różnicą 40 punktów 63:103. Podobnie było również w finale mistrzostw świata przed dwoma laty, gdzie zawodniczki z USA wygrały 77:64.

 

Mecz z Francuzkami, mimo wysokiego zwycięstwa, nie układał się po myśli Amerykanek, w których grze widać było brak kontuzjowanej rozgrywającej Sue Bird. Pierwsza część spotkania była wyrównana, a na przerwę zawodniczki z USA schodziły z niewielką, czteropunktową przewagą. W drugiej połowie Amerykanki poprawiły jednak skuteczność w rzutach z dystansu i szybko zdobyły kilkanaście punktów przewagi. Kluczowa okazała się trzecia kwarta, którą Francuzki przegrały 8:25, trafiając tylko trzy rzuty z gry.

 

Hiszpanki w półfinale łatwo pokonały Serbki 68:54. Na początku spotkania podopieczne Lucasa Mondelo uzyskały wysoką przewagę i w 11. minucie wygrywały już 20:9. Jednak jeszcze w drugiej kwarcie Serbki odrobiły straty, ale w połowie meczu przegrywały 28:33. W drugiej części Hiszpanki, podobnie jak Amerykanki, poprawiły grę i szybko powiększyły przewagę, do końca kontrolując spotkanie.