Srebrny medalista olimpijski (Moskwa 1980) i mistrz Europy (Praga 1978) w sztafecie 4x100 m przyznał, że w najbliższych dniach każdy kibic, i nie tylko, będzie stawiał pytanie "jak wypadli Polacy" i szukał odpowiedzi.

 

"Z pewnością ocena będzie dokonywana przez pryzmat medali. Mamy 11. Po raz pierwszy od 2000 roku o jeden więcej, bo w Sydney było ich 14, a w Atenach, Pekinie oraz Londynie dorobek kończył się na 10. Kilka medali uciekło, ale też parę wpadło do przysłowiowego worka całkiem niespodziewanie. Nie jesteśmy sportową potęgą i chyba ta liczba jest wykładnikiem naszych możliwości, przy czym zbyt mało mamy złotych krążków, a tendencja jest spadkowa: sześć w 2000 roku, po trzy w 2004 i 2008 oraz po dwa w Londynie i Rio" - powiedział PAP Woronin.

 

Były rekordzista Europy w biegu na 100 m (10,00 – 9 czerwca 1984 roku na stadionie warszawskiej Skry podczas Memoriału Janusza Kusocińskiego), który 13 sierpnia skończył 60 lat, wyjawił, że najbardziej współczuje Pawłowi Fajdkowi.

 

"Nie będę się powtarzał, bo wiele już na ten temat mówiono. Paweł przewyższa rywali co najmniej o klasę, co pokazał w mistrzostwach świata, Europy czy w innych zawodach. Ale nie radzi sobie w igrzyskach - cztery lata temu w Londynie oraz teraz w Rio. I to jest problem. Żal mi również piłkarzy ręcznych, a zwłaszcza siatkarzy. W tej to dyscyplinie poziom znacznie się podniósł. Każdy z sześciu-ośmiu zespołów może walczyć w finale o złoto każdego znaczącego turnieju. A prawie wszystko zależy od dyspozycji, fizycznej i psychicznej, zawodników w danym dniu" - ocenił.

 

Jego zdaniem to dobrze, że wielu sportowców z polskiej ekipy przed wylotem do Brazylii twierdziło, że udają się tam po złoto, tylko niepotrzebnie media podgrzewały te wypowiedzi, wywierając publicznie nacisk na zawodników. Nie każdy potem na miejscu w Rio de Janeiro poradził sobie z taką "presją społeczeństwa".

 

"Myślenie jest bardzo prawidłowe. Staję na starcie z mocnym postanowieniem odniesienia zwycięstwa. Oczywiście nie każdy zrealizuje ten cel, ale przynajmniej obiera kurs na podium, a nie na zakwalifikowanie się do czołowej szesnastki czy ósemki, bo w tym momencie jak tak mówi, to już przegrał. Weźmy np. Małachowskiego. Jego interesowało tylko złoto, ale sprzątnął mu sprzed nosa niemiecki dyskobol Christoph Harting. Piotrek nie robił z tego powodu tragedii i od razu wytyczył sobie kolejny cel - olimpijski triumf w Tokio. I to jest piękno sportu, bowiem w innym przypadku moglibyśmy rozdać trofea przed rozpoczęciem rywalizacji" - podkreślił były sprinter.

 

Analizując na gorąco występy polskich olimpijczyków, największe zaniepokojenie budzą u Woronina pływacy. Jego zdaniem popełniono generalnie błąd w całym cyklu przygotowań kadry, bowiem wszyscy zawodnicy wypadli poniżej swych możliwości.

 

"Ta dyscyplina uwidoczniła się od negatywnej strony najbardziej, ale jest jeszcze parę innych, gdzie zawodnicy wypadli również znacznie poniżej swoich możliwości. Jest oczywista potrzeba dokonania wnikliwej analizy, wyciągnięcia wniosków, ale jestem przeciwnikiem działania w pośpiechu. Uważam, że zmiany w polskim sporcie są konieczne, że trzeba niektóre +działki+ gruntownie przebudować, ale to wszystko musi być poprzedzone konsultacją z fachowcami. Obyśmy nie wylali dziecka z kąpielą chcąc - pod wpływem emocji czy jakiejś tam presji - dokonywać przekształceń" - oznajmił.

 

Wiele ciepłych słów wypowiedział pod adresem młodych olimpijczyków, z których biła wielka energia, chęć walki, rewanżu. Wymienił tu przede wszystkim oszczepniczkę Marię Andrejczyk oraz biegaczki Sofię Ennaoui i Joannę Jóźwik. Jak zaznaczył, "do takich świat należy".

 

Woronin, inicjator wskrzeszenia zawodów pod nazwą Czwartki Lekkoatletyczne (jesienią zaczyna się 23. edycja w 100 miastach), podkreślił, że sport rodzi się w zabawie, dlatego trzeba dbać o podstawę piramidy.

 

"W takich zawodach jak +Czwartki+ dzieci zamiast bałaganić na podwórkach czy siedzieć przy komputerach mają frajdę z rywalizacji. Mogą też coś osiągnąć, jeśli zechcą w przyszłości poważniej podejść do sportu, jak np. Piotr Lisek. +Nasz wychowanek+ do dziś jest rekordzistą Polski w skoku wzwyż w kategorii 11-latków, a doszedł do medali mistrzostw świata i Europy w skoku o tycze, zaś w Rio de Janeiro zajął czwarte miejsce" - wspomniał Woronin.