Rewanżowe starcie Conora McGregora z Nate'em Diazem było reklamowane jako jedno z najważniejszych w tym roku, jeśli chodzi o sporty walki. I nie ma co się dziwić, bo ich pierwsza walka mocno podziałała na wyobraźnie kibiców. Przypomnijmy: Amerykanin zastąpił Rafaela dos Anjosa (25-8, 5 KO, 8 SUB), pierwotnego przeciwnika Irlandczyka, na jedenaście dni przed galą UFC 196 i mało kto dawał mu szanse na zwycięstwo. McGregor był przecież chwilę po znokautowaniu w trzynaście sekund dominatora wagi piórkowej Jose Aldo i sposobił się do zdobycia pasa wyższej kategorii.

 

Jakież musiało być zdziwienie McGregora, kiedy po wielu potężnych bombach, które wylądowały na twarzy Diaza, ten ciągle stał i to mimo lejącej się krwi z jego ciała. W drugiej rundzie Irlandczyk opadł z sił, co wykorzystał jego przeciwnik, najpierw naruszając go w stójce, a później poddając duszeniem za pleców. Minęło pięć miesięcy i obaj zawodnicy spotkali się ponownie. Tym razem McGregor miał zupełnie inny plan na walkę i jak widać był on całkiem skuteczny, gdyż po pięciu rundach kapitalnej wymiany ciosów zwyciężył większościową decyzją sędziów.

 

- Rzadko się zdarza, by walka, która jest tak pompowana, spełniła oczekiwania fanów. Ten pojedynek to była pięciorundowa batalia. Było tam wszystko, co piękne w sportach walki - momenty kryzysowe z obu stron, nokdauny, krew lała się bardzo mocno... Fajna walka, McGregor wygrał zasłużenie, trzy rundy spokojnie można zapisać na jego koncie. Diaz trochę przespał czwartą rundę. Jest 1:1 i myślę, że nie od razu, ale nawet po jednym starciu obu z nich, możemy oglądać zakończenie trylogii - powiedział Jurkowski.

 

Nazwisko McGregora może powiedzieć sporo osobom, które na co dzień nie interesują się mieszanymi sportami walki. Zadbał o to sam Irlandczyk, który wielokrotnie dawał o sobie znać na konferencjach prasowych. Nie ma zresztą lepszego zawodnika pod względem generowania zysków w UFC. Jego podejście - często lekceważące pod względem innych sportowców - niekoniecznie podobało się wszystkim kibicom, lecz nie może przysłonić to faktu, że jest on świetny w swoim fachu.
McGregor znalazł spore grono osób, które twierdziło, że jest przereklamowany sportowo. On tym pojedynkiem udowodnił, że jest królem MMA. To była bardzo dobra walka w jego wykonaniu. Dobrą robotę w czwartej rundzie zrobiły kopnięcia na tułów, a także okopywanie nogi Diaza. Do tego front kicki czy sierpy zabrały tlen Amerykaninowi - dodał "Juras".

Pod wrażeniem występu mistrza kategorii piórkowej był także trener Piotr Jeleniewski. Jego zdaniem McGregor potrzebował trochę czasu, by zrozumieć różnicę między swoją dotychczasową wagą a wagą półśrednią. To jednak przeskok o dwa szczeble i mało kto byłby na tyle odważny, żeby po pierwszej przegranej w nienaturalnej dla siebie dywizji, spróbować sił raz jeszcze.

- W przeciwieństwie do wielu kolegów typowałem McGregora. Bardzo podobało mi się, jak tę walkę przeprowadził: był dojrzalszy, spokojniejszy i było widać, że przyzwyczaił się do tej różnicy w wadze, zasięgu... To jednak inny świat. Trochę może zabrakło mu cardio, ale byłem pod wrażeniem wyczucia, timingu... Uważam, że tę walkę wygrał, choć była trudna do oceny. Wszyscy na pewno będziemy chcieli obejrzeć ich trzecie starcie. Warto to zrobić - ocenił.

 

Całe wypowiedzi Łukasza Jurkowskiego oraz Piotra Jeleniewskiego w załączonych materiałach wideo.