- Od samego początku nie układało się za dobrze. Ciężko weszliśmy w ten mecz i nasza gra w ataku pozycyjnym pozostawiała wiele do życzenia. Najważniejsze jest to, że jest awans, choć w bólach - powiedział Pazdan. - I my, i kibice chcielibyśmy, żeby Legia grała przyjemniej dla oka, ale drużynę zaczyna się budować od obrony. Straciliśmy tylko dwa gole w sześciu meczach w pucharach, to jest dobry wynik. Wiemy, że to pójdzie do przodu. Przyszło trzech, czterech nowych zawodników, wskoczyli do składu od razu. My też nie trenowaliśmy w okresie przygotowawczym. A teraz nie mamy kiedy trenować, bo gramy mecze co trzy, cztery dni. Nie funkcjonuje to tak jak należy, ale w gruncie rzeczy - nieważne jak, ważne że awansowaliśmy - zakończył.

 

Legioniści mimo, iż do meczu podeszli z dwubramkową zaliczką, byli o krok od jej utracenia. - Mecz nie układał się po naszej myśli, byliśmy dobrze nastawieni, ale pierwsza połowa pokazała co innego. Musieliśmy się wziąć w garść. Trzeba przyznać, że jak graliśmy w dziesięciu to wyglądało to lepiej niż w jedenastu - powiedział o czerwonej kartce Adama Hlouska Tomasz Jodłowiec. - Po straconym golu najważniejszy był spokój i dalsza koncentracja. Nie można było się denerwować. Nerwy na pewno nie pozwoliłyby spokojnie dalej grać. Później nie pozwoliliśmy rywalowi na wiele. Czym dłużej, tym lepiej to wyglądało, pokazaliśmy charakter, choć nie było łatwo. Cieszymy się, że awansowaliśmy. Wiadomo, czego jeszcze brakuje, ale na razie trzeba spokoju. Jako drużyna musimy być razem - dodał zawodnik.

 

Pomimo awansu pozostaje wiele pytań o formę Legii, która zwłaszcza na krajowym podwórku jest bardzo rozczarowująca. - Sami nie wiemy, czemu to tak wyglądało. Też się nad tym zastanawiam i może dlatego ta radość nie jest tak wielka, jak powinna być. Każdy chciał wygrać u siebie przekonująco przy pełnym stadionie, pokazać naszą złość po ostatnich wydarzeniach. Gdy straciliśmy bramkę, to był szok. Wcześniej nie traciliśmy wiele goli, a tu nagle 0:1... To normalne, że gdy gra się w roli faworyta, to zwykle jest trudniej. W fazie grupowej może być wręcz przeciwnie. Przy zawodnikach najwyższej klasy każdy błąd, każde złe przesunięcie może się źle skończyć - tłumaczy Igro Lewczuk, obrońca warszawskiego klubu.

 

Urodziwą bramkę dla Dundalk zdobył przy Łazienkowskiej Robert Benson. - Dla każdego piłkarza zdobycie bramki w ważnym meczu to istotne wydarzenie. Piłka fajnie spadła mi na nogę, myślałem tylko o tym, żeby dobrze w nią trafić, no i wpadła... Zrobimy wszystko, żeby wrócić do miejsca, w którym jesteśmy. Teraz naszym celem jest zdobycie punktów w Lidze Europejskiej. Nikt nie byłby zaskoczony, gdyby Legia albo BATE Borysów wyszło z grupy w LE, więc może i nam się to uda. Czerpiemy dużo pewności siebie z naszych występów w ostatnich tygodniach - ocenił zawodnik irlandzkiego zespołu.

 

Bramkarz Dundalk Gary Rodgers w meczu rewanżowym piłkę z siatki wyjął dopiero w doliczonym czasie gry po golu Michała Kucharczyka. - Gol stracony z karnego w pierwszym meczu dużo nas kosztował. Szybko udało nam się zdobyć bramkę w rewanżu, co było naszym głównym celem, potem była ta czerwona kartka dla rywala, ale niestety nie wywarliśmy wystarczającej presji. Zostaliśmy za to ukarani w drugiej doliczonej minucie. To wielkie rozczarowanie. Ale zdobyliśmy ładnego gola i możemy być dumni z naszej postawy - powiedział po meczu.