Łukasz Kadziewicz: Jak wychodzisz do oktagonu, to chcesz zabić rywalkę?

Joanna Jędrzejczyk: Nie jest tak... Jak ty wychodziłeś na boisko, to chciałeś zabić?

Nie, chciałem wygrać.

No właśnie, ja też chcę wygrać. Chodzi tylko o sport.

Ale masz jakiś stosunek do niej? Nakręcasz się bardziej?

Do MMA, boksu czy sportów walki jest przypięta taka łatka... Często nasze walki są nakręcanie medialnie, na mój sukces pracuje wiele osób - trenerzy, sztab menedżerski, fizjoterapeuci, moja rodzina... W oktagonie zostajemy sami, oko w oko z przeciwniczką, która chce odebrać marzenia. Jeśli posiadasz pas mistrzowski, to musisz bronić marzeń. Sama walka jest jednak wisienką na torcie, gorsze są przygotowania. O przeciwniku myśli się jednak długo - później przychodzi medialne spotkanie, jest face to face, później ważenie - i znowu face to face...

Właśnie, to zachowanie jest wyreżyserowane?

To nie jest gra! My, przygotowując się kilka tygodni do walki, mimochodem szanujemy rywali, ale złość musi być! Nie możemy ich lubić, bo jak można wyjść i niemal powiedzieć "chodź, pobij mnie, wygraj walkę". Trzeba wyjść i pokazać zęby!

Nie miej mi tego za złe, ale jesteś gwiazdą, łapiesz się do dziesiątki najlepszych polskich sportowców, ale widzę, że jesteś także normalną dziewczyną.

Twardo stąpam po ziemi. Fajnie, że o to spytałeś, bo ludzie widzą we mnie kogoś innego. Ostatnio nawet, kiedy udzielałam wywiadu w Stanach Zjednoczonych, spytano, że jak to jest skoro bronię po raz trzeci mistrzowskiego pasa, a ciągle normalnie spaceruję po ulicach. Tam gwiazdy jeżdżą limuzynami, chodzą z bodyguardami. Lubię rozmawiać z ludźmi, więc nie mam problemu z zatrzymaniem się, zrobieniem zdjęcia. Jedna cyfra na koncie nie robi mi znaczenia, bo pracowałam na siebie przez 10 lat, inwestowałam w siebie. Nikt mnie nie zapytał, jak wyglądało 10 lat mojej kariery, ludzi widzą mnie teraz. Ja chciałabym, by ludzie poznali mnie z nieco wcześniejszych lat.

 

Cała rozmowa z Joanną Jędrzejczyk w załączonym materiale wideo.