Przemysław Iwańczyk: Rozpoczynają się eliminacje mistrzostw świata, które w 2018 r. rozegrane zostaną w Rosji. Możemy być pewni, że zostaną dokończone ze względu groźbę otwartego konfliktu, który wisi nad Europą?

 

Anna Dyner: Wszystko zależy, co rozumiemy pod terminem otwarty konflikt. Jeśli konflikt zbrojny, którego stroną miałaby być Rosja, to prawdopodobieństwo rezygnacji z mundialu rośnie. Wtedy zdecydują zarówno kwestie polityczne, jak i bezpieczeństwa. Przy czym odrębną kwestią jest, że jeśli zakładamy konflikt w Europie Wschodniej z udziałem Rosji, to sprawa rozegrania mundialu będzie raczej drugorzędna. Na razie nie ma jednak przesłanek, żeby stwierdzić, że w 2018 r. Rosja będzie stroną konfliktu zbrojnego. Nie mówię tu oczywiście o operacjach wojskowych takich jak wsparcie wojsk rządowych w Syrii czy nieformalne wsparcie separatystów w Donbasie.

 

Choć w powojennej historii nigdy się to nie zdarzyło, a było blisko przed mistrzostwami w Meksyku w 1986 r. z powodu trzęsienia ziemi, czy możliwym jest, że ze względu na sytuację geopolityczną do mundialu w ogóle nie dojdzie?

 

Prawdopodobieństwo odwołania mundialu rośnie w sytuacji, kiedy zaostrzenie sytuacji międzynarodowej, powodujące niemożność rozegrania zawodów w Rosji, nastąpiłoby stosunkowo blisko daty mistrzostw i uniemożliwiło przeniesienie ich do innego państwa lub innych państw.

 

A jest choć niewielkie prawdopodobieństwo, że niektóre kraje, które się zakwalifikują z eliminacji, zbojkotują mundial?

 

Tak, takie prawdopodobieństwo istnieje z dwóch powodów - jedna to przyczyny polityczne, druga to kwestie sportowe, a zwłaszcza głośna ostatnio sprawa dopingu. Nie można wykluczyć, że znajdą się takie federacje krajowe, które stwierdzą, że nie ma sensu brać udziału w turnieju w państwie, gdzie doping wśród sportowców jest niemal powszechny. Takich argumentów nie można wykluczyć, zwłaszcza jeśli któryś z rosyjskich piłkarzy zostałby przyłapany na dopingu.

 

Futbol jest odbiciem sytuacji politycznej. Mam wrażenie, że władze UEFA nie będą mogły niebawem wylosować grup eliminacyjnych. Znajdzie się tyle warunków, kto z kim w grupie być nie może, że nie da się tego pogodzić.

 

Jeśli chodzi o grupy eliminacyjne, to jak na razie UEFA może mieć problem przede wszystkim z kwestiami ukraińsko-rosyjskimi. Rzecz się tyczy również rozgrywek klubowych. Odrębną sprawą mogą być natomiast wątki kibicowskie. I nie chodzi tu jedynie o relacje Ukrainy z Rosją, ale o możliwe pogorszenie relacji polsko-ukraińskich na kanwie sprawy Wołynia. Od dawna polscy kibice, najoględniej mówiąc, nie przepadają za fanami Karpat Lwów, a teraz coraz częściej słychać, że i innych klubów. Kibice rosyjscy mogą wywoływać też wrogość w innych państwach jak np. kraje bałtyckie. Znana jest też wrogość kibiców rosyjskich i angielskich wobec siebie. Na szczęście Euro 2016 we Francji pokazało, że mimo napiętej sytuacji politycznej i poza kilkoma incydentami, turniej był świętem piłki. Pokazał też, że jak dotąd to nie kwestie polityczne są kluczowe, ale zabezpieczenie meczów.