Virgil Hunter nowym trenerem Fonfary! „Dobra i konieczna decyzja”

Sporty walki

Virgil Hunter, trener, który wychował mistrza olimpijskiego i mistrza świata Andre Warda (30-0, 15 KO), zawodnika z pierwszej trójki elitarnego rankingu bez podziału na kategorie wagowe, będzie nowym szkoleniowcem Andrzeja Fonfary (28-4, 16 KO)! Polak, który już w najbliższą sobotę przenosi się na trzymiesięczny obóz treningowy do Kalifornii, mówi między innymi o trudnej decyzji pożegnania z długoletnim trenerem Samem Colonną oraz pierwszych dniach spędzonych z nowym szkoleniowcem.

Jak przebiegał proces selekcji trenerskiej?

Andrzej Fonfara: Mój manager Al Haymon, wspólnie z promotorami przygotował listę. Byli na niej, oprócz Virgila Huntera, Robert Garcia, Buddy McGirt oraz  Dan Goossen. Od razu mówię – nie było żadnych nacisków, kogo mam wybrać. To była w 100 procentach decyzja moja i ludzi, do których mam zaufanie. Od razu kandydatura Virgila najbardziej mi sie podobała. Doskonała przeszłość, praca z Andre Wardem, kiedy był jeszcze amatorem, zdobywał złoty medal na igrzyskach w Atenach, późniejsze jego prowadzenie Warda jako zawodowca - też wzorowe. To zawodnik walczący teraz w mojej kategorii wagowej. To dodatkowy plus.

 

Dwa tygodnie temu poleciałeś do Oakland na testy. Testy zarówno tego, czy Hunter będzie odpowiadał Tobie jako trener, oraz czy Ty będziesz  odpowiadał trenerowi, który szukać nowych podopiecznych nie musi...

Oczywiście - to działa w obie strony. Od razu znaleźliśmy wspólny język. Te cztery dni na jego sali treningowej były dla nas obu bardzo udane. Bardzo fajne treningi - nie chce zmieniać mojego stylu, chce parę rzeczy usprawnić. Parę rzeczy Virgil zaraz pokazał, od razu wychwycił. Nie ma jakiegoś stałego okresu czasu, który ustaliliśmy na współpracę. Uścisnęliśmy sobie dłonie, umowa dwóch dżentelmenów - porozumienie, że przez następne trzy miesiące pracujemy razem. Dokładnie w tym samym czasie będzie na walkę z Kowaliowem przygotowywał się Andre Ward. On wie z kim będzie walczył, ja nie... ale może to i lepiej. Wiem tylko, że przede mną praca, nowy trener, nowe wymagania i że jak wszystko pójdzie zgodnie z planem, to w tym roku będę na ringu. Nie ma ciśnienia. Może będzie rewanż ze Smithem Jr, może coś zupełnie innego. Teraz także Virgil ma coś na ten temat do powiedzenia.

Andre Ward jest w ringu pięściarzem bardzo zdyscyplinowanym. Nie ma uderzeń przypadkowych, nie ma niewypracowanych ciosów rywala, które dochodzą jego głowy. Dyscyplina - to będzie najważniejsze w treningach z Hunterem?

 

To już jego zadanie wiedzieć, ale na pewno to będzie bardzo ważne. Virgil znał moje walki. Nie byłem dla niego pięściarzem o którym tylko coś słyszał. Nawet zaczął analizować niektóre z nich, mówił mi, jak jego zdaniem powinienem w nich boksować. Był szybki, na gorąco, przegląd mojej kariery. Co do obrony – pewnych elementów nie robię, niektóre robię aż do przesady. To pierwsza diagnoza. Już na pierwszych treningach było parę próbek tego, jak chciałby, żebym boksował. Reszta wyjdzie w praniu.

Potrzebna była taka brutalna zmiana?

 

Nie wiem czy aż brutalna… Na pewno coś zupełnie innego, bo Chicago zamieniam na San Francisco. Ale nie jadę sam  - będę mieszkał w wygodnym, położonym niedaleko sali apartamencie z żoną Justyną i synem Leo. Będę ich miał obok siebie. Tak zmiana była potrzebna - napływ świeżego powietrza, jest nowa motywacja.To był dobra moment  i chyba konieczna decyzja. Tu zresztą nie chodziło tylko o zmianę szkoleniowca. Chodziło  także o zmianę otoczenia, żebym mógł koncentrować tylko na boksie, na byciu jak najlepszym w swoim zawodzie. W San Francisco będzie Virgil Hunter, sala treningowa, a w domu Justyna i mały Leo. Rodzina i boks.  To wszystko. Od Chicago się nie odcinam, dom już prawie stoi...

Jak przyjęła wyjazd Justyna?

Trafiłem w sedno, bo zawsze chciała mieszkać w Kalifornii...

 

A Sam Colonna?

Ciężko – podobnie jak ja. Mieliśmy spotkanie, jeszcze na pewno będziemy musieli się jeszcze raz zobaczyć, ale ogólnie temat Sama Colonny jest już zakończony. Ja nie chcę palić mostów, bo mam w nim przyjaciela, który spędził ze mną dziesięć lat, znam mnie jak nikt inny. Mam nadzieję, że będę mógł ciągle do niego zadzwonić, zapytać o radę. Pomogliśmy sobie przez ten czas wzajemnie. On miał we mnie pięściarza, który walczył o tytuł mistrza świata, znanego docenianego, ja miałem trenera, który do pewnego momentu zrobił dla mnie wszystko co mógł. Zyskaliśmy obaj. Zawsze  za nim  stałem, choć miałem parę walk, które były, powiedzmy, różne. Ngumbu, Karpency, Campillo... Byli tacy, którzy już wtedy oczekiwali ode mnie zmiany trenera. Ja zawsze stałem za Samem. Mam nadzieję, że z Colonną rozstajemy się w dobrych relacjach. Jak kocha, to wybaczy.  

 

Często oglądałeś walkę ze Smithem Jr?

Za często. Zaraz po walce, szybko, w Telexpressie, na dole w hotelowej restauracji. Musiałem się rozładować, może wypiłem o jeden kieliszek za dużo. Napisałem parę rzeczy, może niepotrzebnych. Może inaczej  - na pewno niepotrzebnych dla ludzi, którzy mnie wspierają i wspierali. Może potrzebnych dla tych niektórych – tych drugich. Słabo się z tym czułem, ale jestem psychicznie mocny. Może dlatego, że już w karierze przegrywałem, wiem jak to w sobie przemielić i wiem, że to nie koniec świata. Że mogę się podnieść i być lepszy. To bardzo ważna część decyzji o przenosinach do Kalifornii.

Przemek Garczarczyk, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie