Stawką jest szansa gry w mistrzostwach świata w Rosji. Bezpośrednio zaangażowane są Salwador i Honduras, ale rykoszetem afera uderza także w Meksyk i Kanadę, które są w tej samej grupie eliminacyjnej. Oskarżenia, które zawisły w powietrzu są naprawdę wagi ciężkiej. Zawodnicy reprezentacji Salwadoru, która w ostatnim meczu Grupy A strefy CONCACAF ma zagrać z Kanadą, ujawnili na specjalnie zwołanej konferencji prasowej, że drużynie została złożona propozycja korupcyjna.

 

Chodzi o to, żeby Salwador wygrał (najlepiej), zremisował (też dobrze), albo nisko przegrał (nie więcej niż 0:1) w meczu z Kanadą. Reprezentacja Kanady na razie zajmuje trzecie miejsce w grupie, ale może jeszcze wyprzedzić Honduras i awansować dalej. Warunkiem jest przekonujące zwycięstwo nad Salwadorem i jednocześnie porażka Hondurasu z Meksykiem (liderem, który wygrał na razie wszystkie spotkania).

 

Na taśmie, którą przedstawili piłkarze Salwadoru słychać rzekomo biznesmena z tego kraju Ricardo Padillę, który przekazuje ofertę od swojego znajomego z Hondurasu. Tajemniczy biznesmen z tego kraju miał obiecać 30 dol. za każdą rozegraną przez piłkarza minutę w przypadku zwycięstwa Salwadoru, 20 dolarów w przypadku remisu, a 15 dolarów jeśli Kanada wygra tylko 1:0.

 

Po tym, co usłyszeliśmy, chcemy powiedzieć jasno: jesteśmy przeciwko takim praktykom. Chcemy być przejrzyści. Chcemy śledztwa, nie mamy się czego obawiać - zapewnił kapitan drużyny Nelson Bonilla.

 

Trzy lata temu federacja piłkarska z Salwadoru zawiesiła dożywotnio 14 piłkarzy zamieszanych w ustawianie meczów międzypaństwowych. Chodziło o przyjęcie łapówek za porażki 0:5 z Meksykiem oraz 2:4 z Paragwajem, odpowiednio w 2011 i 2013 roku.

 

Po wybuchu afery od razu powróciły wspomnienia Wojny Futbolowej z 1969 roku, która rzekomo miała się zacząć po przegraniu przez Honduras meczu eliminacyjnego do MŚ 1970 roku w Salwadorze.