Iwańczyk: Zawróceni, czyli jak kadra Nawałki sama obaliła swój mit

Piłka nożna

Mit drużyny poukładanej, widowiskowej, skutecznej, niemal idealnej. Remisem z Kazachstanem drużyna Adama Nawałki zawróciła nas z powrotem na ziemię. Może i dobrze, bo zaczęliśmy już wierzyć, że piłkarze są nadzwyczajni, a selekcjoner nieomylny.

Odrzućmy okoliczność łagodzącą, zresztą apeluje o to nawet prezes federacji Zbigniew Boniek, jaką może być sztuczna murawa. Ten mecz został zremisowany - de facto przegrany, bo tak go wielu traktuje - wskutek grzechów, które wydawały się już zamierzchłą historią. Popełnili je wszyscy ci, którzy po świetnym Euro zaczęli jawić się nam kibicom, jako byty idealne. Pytanie tylko, czy niechybnie wracamy do przeszłości, czy to tylko splot niewielkich pomyłek, które w kolejnych meczach eliminacji się nie powtórzą?

 

Zacznijmy od trenera. Drży ręka, by wyłuszczać błędy lub zaniechania selekcjonerowi, dzięki któremu mogliśmy przynajmniej przez kilka tygodni poczuć się sportowo godni, ale prawda jest taka, że Nawałka był jednym z tych, którzy mecz zawalili. Minęło kilkanaście godzin od spotkania w Astanie, z zupełnie chłodną głową da się zauważyć decyzje, które jeszcze przed faktem wydawały się chybione, a przynajmniej ryzykowne. Jak bowiem inaczej ocenić wystawienie do składu Maciej Rybusa kosztem Artura Jędrzejczyka. Pomińmy ligowe okoliczności, weźmy pod uwagę jedynie kryteria reprezentacyjne - nie było pół powodu, by rezygnować z gracza, który był wyróżniającą się postacią turnieju we Francji, i wstawiać za niego obrońcę, który na Euro w ogóle nie pojechał. Jeśli więc nie decydowała forma z ostatnich tygodni, to co mogło być powodem tak nieroztropnej decyzji? A nawet jeśli selekcjoner uparł się, by wybierać na podstawie dokonań ligowych, to jak wyżej zważył pięć pełnych meczów Jędrzejczyka w Krasnodarze do dwóch niepełnych występów Rybusa, które zresztą nie zostały ocenione przez fachowców i kibiców najwyżej?

 

Pytania te zadaję dlatego, że właśnie zasady wypracowanej hierarchii w grupie trzymał się Nawałka w przypadku Bartosza Salamona. To on, a nie powołany dopiero po miesiącach przerwy Igor Lewczuk, był z drużyną w ostatnim czasie, pojechał na Euro, zyskując - tak mniemam - pozycję środkowego obrońcy nr 3 po Kamilu Gliku i Michale Pazdanie. O Salamonie w kadrze wiemy tyle, że ma predyspozycje do dobrego wprowadzenia piłki do gry, grał na zapleczu włoskiej Serie A, a teraz rozegrał jeden mecz przeciwko AS Roma, w którym oceniono go całkiem wysoko. Tyle że Lewczuk wcale nie gwarantował niższego poziomu. Intuicyjnie, ale także na podstawie rozmów z fachowcami (m.in. Jackiem Zielińskim) odważę się stwierdzić, że w duecie do Glika lepiej pasowałby właśnie Lewczuk. To on jest na wznoszącej, ma świeże doświadczenie z niełatwych naparzanek z ligowymi rywalami, którzy dość często przypominają Kazachów. Szansy jednak nie dostał. O Thiago Cionku w kontekście tej dyskusji w ogóle nie wspominam, bo po pierwsze nie wiadomo, jaką rolę pełni w zespole (środkowy czy boczny obrońca), pomijając już zasadnicze pytanie, co ma takiego w sobie, by być etatowym kadrowiczem Nawałki.

 

Pech chciał, że akurat ci dwaj - Rybus i Salamon - mecz z Kazachami zawalili. Poza Kamilem Grosickim, którego wyeliminowała kontuzja,to właśnie te dwa z trzech problematycznych wyborów Nawałki okazały się nietrafione. Trener, który dotychczas olśniewał wręcz przewidywalnością, spudłował.

 

Był i czwarty wybór, dużo bardziej zrozumiały, choć też fatalny w skutkach. Już nawet nie chodzi o to, że Piotr Zieliński, który w środku pola zastąpił niepowołanego Krzysztofa Mączyńskiego, znów zawiódł na całej linii. Rzecz w tym, że takim doborem akcentów między obroną a atakiem, Nawałka pozbawił się możliwości manewru przy niekorzystnym wyniku. Stawiając na Zielińskiego, zamiast Karola Linettego, nie mógł już w trakcie meczu podkręcić walorów ofensywnych drużyny. Jeśli spojrzymy na skrzydła i nastawionych na grę do przodu Bartosza Kapustkę i Jakuba Błaszczykowskiego, a także grających w obronie byłych skrzydłowych Rybusa i Łukasza Piszczka, okaże się, że ukierunkowani na destrukcję byli w tej drużynie środkowi obrońcy i Grzegorz Krychowiak…

 

Oczywiście można było dołożyć jeszcze któregoś z rezerwowych napastników - Łukasza Teodorczyka bądź Kamila Wilczka - ale specjalnie nie dziwię się, że Nawałka nie chciał dotykać „nietykalnego” duetu napastników, zresztą niewielu jest trenerów w Europie, którzy by się na to zdecydowali. Tu akurat nie rozumiem artykułowanych do Nawałki pretensji, że nie zdjął Arkadiusza Milika, ale jak już wspomniałem, innego manewru selekcjoner pozbawił się sam.

 

Z bólem spadaliśmy w niedzielę na ziemię z galaktyki, na którą wyniosło nas Euro. Wydawało się, że grzechy zaniechania, które trapiły poprzednich trenerów kadry, niezrozumiałych wyborów, czy wreszcie przegrywania bądź remisowania wygranych meczów są za nami. Okazuje się, że nie. Że nie tacy my dojrzali, albo wręcz idealni, jak nam się po turnieju we Francji wydawało…

Przemysław Iwańczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze