- Ukraina wcale nie jest taka słaba. Nie zdziwię się, jeśli awansuje do półfinału - stwierdził po wygranej 3:0 atakujący reprezentacji Polski juniorów Jakub Ziobrowski. O ile pierwszemu zdania śmiało można było przytaknąć, o tyle drugie, mimo wszystko, wyglądało na scenariusz filmu science-fiction. Jednak okazało się to rzeczywistością. Poza spotkaniem z drużyną prowadzoną przez Sebastiana Pawlika i Macieja Zendła, Ukraińcy wygrali wszystkie spotkania. To ostatnie, z Niemcami, sprawiło, że nasz mecz z gospodarzami był o być albo nie być w półfinale mistrzostw Europy juniorów. I to dla jednych jak i drugich.

Nic więc tylko grać. Tym bardziej, że przy w większości wypełnionych trybunach wokół boiska w hali Kolodruma w Płowdiw (poza meczami Bułgarów widzów przychodziła garstka). Kibice głównie bułgarscy, ale nasi siatkarze zapewniali, że atmosfery się nie przestraszą. Wręcz przeciwnie, ona ich nakręca do lepszej gry. I mówili prawdę.

Nie przestraszyli się bułgarskich bębniarzy, gwizdów i dzikich wrzasków. Zwłaszcza na zagrywce. Serwis w wykonaniu Polaków był bowiem w środę znakomity. Ich pomyłki w tym elemencie można policzyć na palcach jednej ręki. Więcej było za to takich serwisów, po których Bułgarom trudno było cokolwiek rozsądnego zrobić.

Biało-czerwoni także przygasili nieco siatkarską nadzieję gospodarzy - Radoslawa Parapunowa. Atakujący wygląda niepozornie, ale w poprzednich czterech spotkaniach siał spustoszenie w szeregach rywali. Po skutecznym bloku Jakuba Kochanowskiego w pierwszym secie, zaczął kombinować i w efekcie więcej piłek lądowało poza boiskiem.

Na statuetkę dla najlepszego gracza meczu, gdyby takie przyznawano podczas mistrzostw Europy juniorów, z pewnością zasłużył za to Bartosz Kwolek. Nasz przyjmujący w starciu z Bułgarią robił różnicę. Przyjęcie? W punkt. Atak? Jakby młotem uderzał. Zagrywka? Atomowa. Przed kolejnymi bombami sprawiał wrażenie jakby był pozbawiony układu nerwowego. - Jak samopoczucie? - pytaliśmy go jeszcze przed wyjazdem na mecz. - Dobrze, jak zwykle - wzruszył ramionami gracz AZS Politechniki Warszawskiej.

W efekcie tego wszystkiego Polacy wygrali dwa pierwsze sety i na dobrą sprawę można było się rozejść. Nasi juniorzy byli bowiem w o tyle lepszej sytuacji niż Bułgarzy, że do zapewnienia sobie pierwszego miejsca wystarczył punkt. Jednak zespół Pawlika i Zendła nie odpuścił i dalej grał swoje. Już na większym luzie strącili gospodarzy turnieju do walki o miejsca 5-8.

W walce o finał Polacy zmierzą się z Rosjanami, którzy w decydującym meczu pokonali Turków 3:1. W drugim piątkowym półfinale Ukraina zagra z Włochami.

Polska – Bułgaria 3:0 (25:22, 25:22, 25:20)

Polska: Łukasz Kozub, Bartosz Kwolek, Norbert Huber, Jakub Ziobrowski, Tomasz Fornal, Jakub Kochanowski, Mateusz Masłowski (L) - Szymon Jakubiszak, Dawid Woch, Łukasz Rajchelt, Sławomir Busch

 

Bułgaria: Cwetelin Cwetanow, Gordan Lutskanow, Nikołaj Manczew, Radoslaw Parapunow, Aleks Grozdanow, Płamen Szekerdziew, Stanislaw Dramow (L) - Georgi Mihajew, Dilian Ignatow, Martin Pawłow, Preslaw Iordanow