Od kiedy tylko ogłoszono terminarz Premier League, cały świat zaczął odliczać tygodnie. Oto wielka rywalizacja w La Liga z lat 2010-2012, została przeniesiona na rynek angielski i naprzeciwko siebie znów stanęli dwaj wybitni wirtuozi - Jose Mourinho i Pep Guardiola. Runął także kolejny rekord - w sobotnich derbach Manchesteru wyszły jedenastki warte w sumie 670 milionów funtów. Drugi pod tym względem mecz odbył się w 2015 roku i było to hiszpańkie El Clasico.

Manchester City od początku wyglądał lepiej. Wydawało się, że Jose Mourinho trochę źle sformował pomoc - Juana Matę i Anthony'ego Martiala zastąpił Jesse Lingardem i Henrichem Mchitarjanem. W efekcie skrzydła United praktycznie nie istniały. Prawdziwym antybohaterem pierwszej połowy nie okazał się jednak żaden z nich. Okazał się nim Daley Blind.

W 15. minucie Claudio Bravo wznowił grę dalekim podaniem na skrzydło do Kelechiego Iheanacho, a ten błyskawicznie zgrał do środka do Kevina De Bruyne. W tym momencie grę przeciąć powinien właśnie Daley Blind, ale Holender koszmarnie minął się z piłką i Belg wyszedł sam na sam z Davidem De Geą. Wynik spotkania został otwarty.

Druga bramka z 36. minuty to też w dużej mierze zasługa Blinda. De Bruyne z około 15. metra w trafił słupek i po chwili piłka wylądowała pod nogami Iheanacho. Nigeryjczykowi pozostała jedynie formalność, bo De Gea nie pozbierał się jeszcze po strzale De Bruyne. Było 2:0, a wystarczyło tylko, żeby Blind zrobił po strzale Belga krok do przodu i Iheanacho byłby na spalonym. Cała defensywa zareagowała, zaspał znów tylko on.

Bramkę kontaktową w 42. minucie zdobył Zlatan Ibrahimović. Była ona jednak efektem koszmarnego błędu Bravo, który po wrzutce z rzutu wolnego wypuścił piłkę z rąk. Szwed złożył się do efektownego woleja i nie dał chilijczykowi żadnych szans. Bravo choć bramkarzem jest świetnym, wydaje się, że nie pasuje do ligi angielskiej. Takie przynajmniej jest pierwsze wrażenie.

W przerwie Jose Mourinho, w przeciwieństwie do naszego selekcjonera, zareagował i na drugą połowę wpuścił Andera Herrerę w miejsce Henricha Mchitarjana i Marcusa Rashforda za Jesse Lingarda. W końcu to wszystko zaczęło jakoś wyglądać - skrzydła zaczęły funkcjonować, a gra była bardziej dynamiczna.

Swoją przewagę Manchester United mógł udokumentować w 70. minucie. Blind zrehabilitował się w końcu znakomitym przerzutem na skrzydło do Rashforda, Anglik zabrał się z piłką i na pełnej szybkościł wpadł w pole karne. Strzał 18-latka co prawda do bramki wpadł, problem w tym, że w ostatniej chwili piłki dotknął Ibrahimović, który był na spalonym.

Chwilę po nieuznanym golu, w słupek po raz drugi tego dnia trafił De Bruyne, a w 78. minucie zbyt wysokim strzałem zmarnował dogodną sytuację z rzutu wolnego. Mourinho widząc, że jego zespół traci przewagę, zastąpił Luke'a Shawa Anthonym Martialem. Portugalczyk postawił wszystko na jedną kartę.

Mimo prawdziwego oblężenia bramki City, wynik już się nie zmienił. Może gdyby "Ibra" i Rooney byli w lepszej formie? Prawda jest taka, że obaj w drugiej połowie nadawali się tylko do zmiany...

 

Manchester United - Manchester City 1:2

 

Bramki: Ibrahimović 42 - De Bruyne 15, Iheanacho 36. Sędzia: Clattenburg. Widzów: 75 272.

United: De Gea - Valencia, Bailly, Blind, Shaw (81 Martial) - Fellaini, Pogba, Mchitarjan (45 Herrera), Rooney, Lingard (45 Rashford) - Ibrahimović.

City: Bravo - Sagna, Stones, Otamendi, Kolarow - De Bruyne (90 Zabaleta), Fernandinho, Silva, Serling (Sane 60) - Iheanacho (Fernando 53), Nolito.

Żółte kartki: Bailly, Fellaini, Rooney, Ibrahimović - Fernandinho, Silva.