Lorek: Nie sypiaj w buszu

Żużel
Lorek: Nie sypiaj w buszu
fot. PAP

Jeśli twoimi idolami sportowymi są tacy fachowcy jak Jason Crump i Mark Webber, to trudno nie posiadać gigantycznych aspiracji. Jason Doyle wygrał dwusetny turniej Speedway Grand Prix i o dwa oczka zmniejszył stratę do Kalifornijczyka Grega Hancocka. Rywalizacja o tytuł mistrza świata wkracza w decydującą fazę.

Speedway Grand Prix przybrało inne szaty aniżeli podczas wrocławskiej premiery. 20 maja 1995 roku na Stadionie Olimpijskim w stolicy Dolnego Śląska morze fanów speedwaya oklaskiwało zwycięstwo Tomasza Golloba nad profesorem Hansem Nielsenem i dwójką znakomitych Brytyjczyków: Chrisem Louisem i Markiem Loramem. Nie ma już śladu po wyczekiwaniu na pocałunek na pierwszej randce. Inne emocje towarzyszą żużlowcom i kibicom kiedy mistrzostwa świata składają się z sześciu rund, a inne kiedy serial wydłuża się i osiąga piętro bliskie tuzina. Na specjalne danie warto długo czekać… Przed laty fani fascynowali się pojedynkami Nielsena z Ermolenko, Rickardssona z Gollobem, Crumpa z Hancockiem, a dziś karuzela pędzi jak szalona, imprez robi się tyle, że mechanicy z trudem znajdują czas, aby zmrużyć oko po wyczerpującej pracy. A gdzie czas na kino, lekturę „Speedway Stara” i pyszną kolację nad Odrą…? Najlepszych żużlowców świata po najeżonym imprezami europejskim sezonie czeka jeszcze wyprawa do kolebki speedwaya – Australii. Na dziś nic nie wskazuje na to, że kwestia tytułu mistrzowskiego rozstrzygnie się na Starym Kontynencie. Na Friends Arena w Sztokholmie teoretycznie u siebie będzie ścigał się Greg Hancock, jakżeż zadomowiony w Szwecji. Nie tylko z racji faktu, że trójka synów Grega przyszła na świat w kraju Trzech Koron… W Toruniu sytuacja oscyluje wokół remisu, bo Doyley spędził jeden sezon w Grodzie Kopernika, ale w tym roku barw Get Well Toruń broni Greg Grin Hancock… 22 października na Etihad Stadium przed własną publicznością będzie pokonywał wiraże Jason Doyle, ale obie rundy GP Australii (Sydney’2002 i Melbourne’2015) wygrał Greg Hancock, który ma patent na układane kangurze nawierzchnie… Przecudnie zapowiada się finisz rywalizacji o złoto. Kto pojedzie do Berlina na galę FIM? Trudno powiedzieć, ale raczej nie będzie to Chris Holder…

 

Hotel wygrywa z buszem

 

Teterow to maleńkie niemieckie miasteczko liczące zaledwie 9 tysięcy mieszkańców. Meklemburgia jest gościnna, hołduje klimatom w stylu wsi spokojna wsi wesoła, ale do Berlina nie jest stąd nieznośnie daleko. Zaledwie 192 kilometry dzielą niemiecką stolicę od miasteczka, które gościło najlepszych żużlowców świata. Senne miasteczka i pola potrafią uwrażliwiać, bo któż z nas nie tęskni za przaśną prowincją, ale we współczesnej dobie mało który żużlowiec chce nocować w namiocie jak Sammy Miller, powojenny król trialu motocyklowego. Inne realia i inny świat. Mało kto ma w sobie tyle determinacji co Grzegorz Walasek, który preferował drzemkę w busie w okolicach stadionu Marketa przed GP Czech. Greg Hancock, lider klasyfikacji GP, trzykrotny indywidualny mistrz świata, mistrz świata w jeździe parami z Lonigo’1992, trzykrotny drużynowy mistrz świata (92, 93, 98), wolał spać w Berlinie. Co więcej, Gregowi udało się zarezerwować pokój z fascynującym widokiem na centrum. Sen ma kolosalne znaczenie przy puszczania dźwigni sprzęgła, a więc nie warto oszczędzać na przyzwoitej koi… Gdy Chris Holder, indywidualny mistrz świata z 2012 roku, dowiedział się o tym, gdzie śpi Greg, odpowiedział w iście czarodziejskim australijskim stylu: „o kurcze, a ja kimam gdzieś w buszu”. Cudowny slang rodem z Down Under. Luksusowy hotel czy kimanko w buszu – która opcja zwyciężyła? Hotel w Berlinie okazał się rozsądniejszą opcją, bo Greg, pomimo niemrawego początku (zero w pierwszym starcie), błyszczał w drugiej części GP Niemiec, a Chris, który zaczął rewelacyjnie (od trzech punktów w czwartym wyścigu), zakończył starty ostatnim miejscem w półfinale… A zatem chociaż busz w okolicach Port Augusta, Cairns, Wagga Wagga, może być przytulnym legowiskiem dla urlopowiczów, to gdy w grę wchodzi walka o medale Speedway GP, hotel jest sensowniejszym rozwiązaniem. Chris lubi klimaty w stylu Kurri Kurri, gdzie żużlowcy śpią w okolicznych pubach przed rundą indywidualnych mistrzostw Australii, ale lata pobytu w Europie nauczyły go, że hotel zatopiony w cywilizowanym miejscu jest znakomitą opcją. Greg z pewnością nie chciał poczuć się jak podczas gali FIM, bo lata startów sprawiły, że Hancock emanuje oceanem pokory i wie, że speedway jest totalnie nieprzewidywalnym sportem. 27 listopada mistrzowie świata w sportach motorowych zjadą się do stolicy Niemiec na galę FIM. Greg ma chrapkę na czwarty złoty medal w solowym czempionacie, pomimo, że już teraz jest najbardziej utytułowanym amerykańskim żużlowcem, to apetyt nie maleje. 65 podium w 199 startach. A po raz pierwszy Greg stał na podium w szwedzkim Linkoeping w 1995 roku… Niewyobrażalna pasja i miłość do sportu. Było ciasno w pierwszym łuku drugiego wyścigu GP Niemiec, Greg nie mógł wbić się w najszybszą ścieżkę przy wewnętrznej, uparcie gonił Słoweńca Zagara. Omal nie zawadził o tylne koło motocykla Mateja, walczył jak lew, ale nie zdobył oczka na inaugurację. Jednak błyskawicznie zareagował w parku maszyn, przywiózł trzy oczka w szóstym wyścigu, a prawdziwym majstersztykiem popisał się w dziewiętnastym biegu. Nicki Pedersen, który Bruderszafta z Gregiem nie wypije, bo ten ceremoniał go nie interesuje zważywszy na wydarzenia z przeszłości, poszerzył wyjazd z pierwszego wirażu. Hancock zachował się jak profesor. Widząc, że Duńczyk wstawia tylne koło przed jego nos i osłonę kierownicy, przymknął subtelnie gaz i poświęcił na moment drugą pozycję na rzecz Chrisa Harrisa. Wjechał szerzej w kolejny wiraż i mocno skontrował motocykl, aby przyciąć i zanurkować pod Harrisa. Bomber, który dobrze czuł się w Teterow, bo parametry toru zbliżone są do obiektu Brandon Stadium w Coventry, nie miał szans, aby zablokować  Grega przy krawężniku. A Kalifornijczyk wcale nie chciał poprzestać na wyprzedzeniu trzykrotnego mistrza Wielkiej Brytanii. Zaczekał na dogodny moment i wyprzedził Nickiego Pedersena. Niesłychana jest lekkość z jaką Greg analizuje sytuacje na torze. Doświadczenie i rutyna to jedno, ale on wciąż czuje się jak młodzieniaszek. Duszą i ciałem. I wybiera hotele, przedkłada wygodne łóżko nad nocleg w buszu jak nazwał były DDR Chris Holder, który z ośmioma punktami (przy piętnastu Hancocka) zakończył GP Niemiec. Co gorsza, pięciokrotny indywidualny mistrz Australii, stracił czwarte miejsce w klasyfikacji na rzecz Bartosza Zmarzlika. Omijać busz z daleka… Taki morał płynie z tej niemieckiej sagi…

 

Smolinski na Jawie, a więc nie śni

 

Czy to jawa czy sen – śpiewali żołnierze z pierwszej dywizji imienia Tadeusza Kościuszki. Martin Smolinski, który zna smak zwycięstwa w cyklu GP, wszak wygrał rundę w krainie Długiej Białej Chmury (Auckland’2014), stawia na Jawę. Dziadek Martina, który przed laty mieszkał na Górnym Śląsku, a potem wyemigrował do Bawarii, nie miałby nic przeciwko temu, aby wnuczek skierował kroki do fabryki w Diviszowie. Martin był już drużynowym mistrzem Anglii z Coventry Bees w 2007 roku, śmigał z powodzeniem w Birmingham Brummies w 2013 roku sięgając po wicemistrzostwo Elite League, umie ścigać się na długim torze. Martin wielokrotnie krytykował władze światowego żużla. Zarzucał krótkowzroczność, brak dbałości o marketing i przyszłość tej pięknej dyscypliny sportu. Niemcy nie mają dziś takiego arcymistrza jakim był Egon Mueller, indywidualny mistrz świata z 1983 roku z Norden. Egon miał znakomite opanowanie motocykla, nie tylko służącego do jazdy na żużlu, ale i w trialu. Śpiewał, nagrywał piosenki, był osobowością. Martin Smolinski, na ile pozwalają mu finanse i wyobraźnia, buduje pozytywny wizerunek speedwaya w Niemczech. Namówił bawarskiego reżysera Dee Dee Wallauera, aby nakręcił ciekawy dokument pt. „Speed, Mud & Glory” (Szybkość, błoto i chwała) i odniósł sukces, bo w wielu niemieckich miastach zapełniły się sale kinowe, aby obejrzeć dzieło traktujące o żużlu. Smolinski wie, że nie osiągnie piętra popularności Sebastiana Vettela, ale umiejętnie dostrzega potencjał drzemiący w niemieckim speedwayu. Wie ile dobrego uczynił dla speedwaya i dla wyścigów na długim torze Klaus Lausch, Gerd Riss, Alois Wiesboeck, Karl Maier, Georg Hack. Teterow to nie Gelsenkirchen, gdzie setny turniej wygrał Szwed Andreas Jonsson, ale tłumy lojalnych fanów, które przybyły na Bergring Arena świadczą o tym, że w Niemczech istnieje zapotrzebowanie na dobry żużel. A Martin nie zawiódł rzeszy wiernych fanów, bo zdobył aż 8 punktów i zajął trzecie miejsce w drugim półfinale. Tobias Kroner, który wiele zawdzięcza byłemu  mistrzowi świata, Markowi Loramowi, zdobył 2 oczka, ale wystartował tylko w jednym wyścigu, a więc niemiecki speedway trzyma się nieźle. A w chwili kiedy świat odwraca się od czeskiej, poczciwej Jawy, Martin Smolinski ufa Czechom. A więc wynalazek Jaroslava Simandla, prażanina, który zbudował legendę Jawy, wciąż znajduje wielu wyznawców… Piękne, bo romantyczne niczym gra Ota Kminka, wiceprezesa Jawy na fagocie w kameralnym kościółku w Diviszowie…

 

100 000 dolarów i kontuzja

 

W 2007 roku podczas GP Niemiec na Veltins Arena w Gelsenkirchen, nie zabrakło dobrej nuty i solidnej dawki speedwaya. Heather Small, znakomita brytyjska wokalista popłynęła z głośników z numerem „Search for the hero”, a w eleganckim aucie jechał wielki mistrz Tony Rickardsson. Wyścig o 100 000 amerykańskich dolarów wygrał Szwed Andreas Jonsson. Za jego plecami linię mety minął… Greg Hancock, a trzeci był Jason Crump. Greg wciąż się ściga na mistrzowskim poziomie, a AJ leczy złamane kości. Cóż za pech byłego mistrza świata juniorów... W 199 turnieju GP w Gorzowie Wielkopolskim nie zdobył punktu, a kiedy zaczął odnajdywać formę, odniósł kontuzję w meczu szwedzkiej Elitserien. Złamany lewy obojczyk i dwa żebra… Dramat przesympatycznego zawodnika, który był wicemistrzem świata w 2011 roku… Okropieństwo bólu jest tym większe, że AJ bardzo chciał wystąpić przed własną publicznością podczas GP w Sztokholmie. Niestety, uraz jakiego Andreas nabawił się w Motali wyklucza jego udział w kolejnym turnieju GP na Friends Arena, który odbędzie się 24 września, a więc w dniu urodzin Chrisa Holdera.

 

Po kontuzjach powrócił i to w znakomitym stylu Piotr Pawlicki. Przed tygodniem młodszy z braci Pawlickich nie błysnął w szwedzkiej Vetlandzie w GP Challenge, bo przegrał walkę z bólem. W Teterow Piter też całował nawierzchnię, ale dzięki radom Adama Skórnickiego, wspaniale odbudował się i wywalczył aż 11 punktów. Dobry występ Piotra, który jest szalenie ambitnym sportowcem (jak wszyscy w familii Pawlickich) zaowocował awansem na siódme miejsce w klasyfikacji po ośmiu zawodach. O jedno oczko wyprzedza Czarną Perłę z Rio – Toninho Lindbaecka.

 

Bartosz Zmarzlik udowadnia, że jest coraz bliżej perfekcji. Krok po kroku, bez nadmiernej presji, Bartosz sięgnął po drugie podium w tegorocznym cyklu. W Cardiff zawodnik gorzowskiej Stali był trzeci, w Teterow przez moment prowadził w finale, ale pod płotem szczecinianina wyprzedził Jason Doyle. Bartosz ma już tylko 8 oczek straty do strefy medalowej. W Teterow odrobił 3 punkty do mistrza świata Taia Woffindena, który jeździł z kontuzją jakiej nabawił się w meczu Elite League…

 

Magic Janowski to arcyzdolny zawodnik , wygrał w tym roku GP Danii w Horsens, ale w Teterow Maćkowi eksplodował najlepszy silnik podczas treningu. Bez dobrej jednostki napędowej nie było szans na dobry wynik, ale Maciej udowodnił nie raz i nie dwa, że maksyma Ernesta Hemingwaya „Słońce też wschodzi” nie straciła na aktualności… Friends Arena czeka…

Tomasz Lorek, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze