Na transfer Grosickiego do Burnley FC liczyli bardzo kibice tego klubu. Wygląda na to, że w dalszym ciągu nie pogodzili się z tym, że zawodnik jednak nie trafił ostatecznie do ich drużyny. Prezes Garlick w rozmowie z "Lancaster Shire" tłumaczy powody swojej decyzji. Wszystko wydawało się uzgodnione, Polak przyleciał już nawet do Anglii, ale ostatecznie wrócił do Francji.

 

Suma odstępnego została z Rennes ustalona, ale jak pisze angielska prasa, nagle coś się zmieniło i Burnley FC wycofało się z transferu. Anglicy podkreślają jednak, że wina w żadnym razie nie leży po stronie francuskiego klubu.

 

Sean Dyche, Dave Baldwin i ja zdecydowaliśmy się nie podpisywać kontraktu z Polakiem w ostatniej chwili, bo czuliśmy, że to może mieć negatywny wpływ na atmosferę w naszej drużynie. Mógłbym się stać niezwykle popularny, gdybym zdecydował się na sprowadzenie Grosickiego, ale nie jestem populistą i nie objąłem swojej funkcji po to, by zdobywać popularność - powiedział Garlick.

 

Prezes dodał, że rozumie rozgoryczenie fanów, ale czasami dla dobra klubu trzeba podejmować decyzje, które kibicom wydadzą się zastanawiające.