Michalski dwa razy miał okazję grać w Lidze Mistrzów – w sezonie 1995/96 w barwach Legii Warszawa oraz rok później jako zawodnik Widzewa Łódź. W grupie ze Spartakiem Moskwa, Rosenborgiem Trondheim i Blackburn Rovers stołeczna drużyna zajęła drugie miejsce, ale w ćwierćfinale odpadła z Panathinaikosem Ateny (0:0 u siebie i 0:3 na wyjeździe), natomiast łodzianie uplasowali się na trzeciej pozycji – za Atletico Madryt i Borussią Dortmund, a przed Steauą Bukareszt.

 

28-krotny reprezentant Polski podkreśla, że Widzew, a zwłaszcza Legia, funkcjonowały wówczas w trochę innych realiach niż obecne polskie kluby. - W tych zespołach występowali najlepsi polscy piłkarze, byli, aktualni albo przyszli reprezentanci kraju. Prezes Romanowski budował Legię z wielkim rozmachem, bo nie tylko ściągnął z Lecha Poznań Jurka Podbrożnego i z ŁKS Łódź Tomasza Wieszczyckiego, ale stać go było na to, aby sprowadzić do kraju Ryśka Stańka i Czarka Kucharskiego. Ten pierwszy trafił do nas z Osasuny Pampeluna, a "Kucharz" z FC Aarau. Teraz większość czołowych polskich zawodników występuje zagranicą - stwierdził.

 

W 1996 roku Michalski razem z bramkarzem Maciejem Szczęsnym przeszli do Widzewa, który zdobył mistrzostwo Polski i także rywalizował w Lidze Mistrzów. - Prezes Andrzej Pawelec również przed tymi rozgrywkami znacząco wzmocnił zespół. Do tej drużyny przeszli także Sławek Majak, Paweł Wojtala i Jacek Dębiński. O ile jednak Legia dysponowała bardzo silną ławką, o tyle w Łodzi musieliśmy sobie radzić praktycznie bez zmienników. Pamiętam, że przed meczem ze Steauą mieliśmy tylko jednego rezerwowego - przypomniał.

 

Druga różnica pomiędzy Legią i Widzem polegała na hojności prezesów. - Mogę zażartować, że Janusz Romanowski za bardzo chyba w nas nie wierzył, bo przed rozgrywkami obiecał piłkarzom 50 procent tego co otrzyma klub. Z kolei Andrzej Pawelec, pomny na doświadczenia swojego warszawskiego kolegi, rok później już tak rozrzutny się nie okazał. Poza tym w Widzewie były też kłopoty z wyegzekwowaniem tych należności, ale po latach udało mi się wszystko odzyskać - przyznał.

 

Wychowanek Stoczniowca Gdańsk zauważył, że obecnie zespoły rywalizują o zdecydowanie większe pieniądze niż na początku funkcjonowanie Ligi Mistrzów UEFA. - Dla największych klubów jest to ułamek budżetu, ale dla wielu 15-16 milionów euro za pierwszą fazę to astronomiczna kwota. Gdyby prezesi Legii chcieli przeznaczyć połowę tej sumy na zawodników, to ci za awans do fazy grupowej mieliby do podziału około 40 milionów złotych - ocenił.

 

Prezes Pomorskiego Związku Piłki Nożnej uważa natomiast, że 20 lat temu nie było wielkiej różnicy pomiędzy mistrzami Polski a czołowymi europejskimi drużynami. - Nie baliśmy się ich, nie mieliśmy przed nimi kompleksów i graliśmy jak równy z równym. Z Widzewem przegraliśmy na wyjeździe z Borussią tylko 1:2, natomiast u siebie dość pechowo, bo prowadziliśmy 2:1, zremisowaliśmy 2:2. A ekipa z Dortmundu została w tej edycji triumfatorem Ligi Mistrzów - dodał.

 

Na kolejny awans do fazy grupowej LM polscy kibice musieli czekać aż 20 lat. Ta sztuka udała się dopiero w tym sezonie Legii Warszawa. - Powodów tych niepowodzeń było kilka. Prezesi innych klubów nie byli już skłonni do takiego transferowego ryzyka jak Romanowski i Pawelec. Stopniowo zaczęły się również powiększać dysproporcje pomiędzy finansowymi możliwościami polskich i zagranicznych klubów, a pułap niektórych budżetów będzie dla nas nieosiągalny przez wiele lat. Z tym związany jest także exodus polskich piłkarzy, do tego trzeba też dodać brak szczęścia w losowaniu, bo nasze zespoły bodajże trzy razy trafiły na Barcelonę, a ponadto na Real Madryt, Manchester United, Szachtar Donieck i Fiorentinę - wyliczył.

 

W tej edycji LM Legia znalazła się w silnej grupie z Realem Madryt, Borussią Dortmund i Sportingiem Lizbona. - Biorąc pod uwagę dotychczasowe ligowe wyniki i formę mistrzów Polski, można być pełnym obaw przed tą rywalizacją. Warszawianie nie dotarli się jeszcze i na pewno nie grają na miarę oczekiwań oraz swoich możliwości. Niezależnie jednak od wszystkiego, dwa pierwsze miejsce wydają się poza ich zasięgiem. Patrząc trzeźwo i realnie, jeśli Legia zajmie trzecią pozycję, będzie to ogromy sukces - skomentował.

 

W inauguracyjnym meczu stołeczny zespół zmierzy się w środę o godzinie 20.45 na własnym stadionie z Borussią. Były zawodnik Legii wierzy, że jego młodsi koledzy zaprezentują się zdecydowanie lepiej niż we wcześniejszych ligowych spotkaniach. - Liga Mistrzów, jej hymn, pełen stadion oraz świetny rywal podnoszą motywację na zdecydowanie wyższy poziom i mam nadzieję, że warszawianie rozegrają najlepszy mecz w tym sezonie. Dla piłkarzy jest to również szansa pokazania się i trafienia do lepszej drużyny. Oczywiście nie Realu, bo on szuka graczy na miarę Roberta Lewandowskiego, a w Legii takich nie ma. Ale Borussia chętnie inwestuje w młodych zawodników. Wszyscy muszą mieć jednak świadomość, że jeden, nawet najlepszy występ, pomoże zwrócić uwagę, ale na pewno nie zapewni transferu. Każdy klub prowadzi obserwację w kilku meczach i dobrą dyspozycję trzeba regularnie potwierdzać - podsumował Michalski.