Łukasz Kadziewicz: Reprezentacji Serbii nie było na igrzyskach, ale za to wygraliście Ligę Światową. Jak oceniasz ten sezon w wykonaniu Twojej drużyny?

 

Nikola Grbić: To był dobry, ale krótki sezon, bo graliśmy wyłącznie w Lidze Światowej. Byłem bardzo zły, że nie pojechaliśmy na igrzyska do Rio, bo moim zdaniem ta drużyna miała potencjał do tego, by w Brazylii walczyć o medale. Mam świadomość tego, że grupa ludzi z którymi współpracowałem, była w stanie przywieźć medal z igrzysk olimpijskich.

 

Co jest łatwiejsze: bycie trenerem czy bycie zawodnikiem?

 

Życie zawodnika jest bardzo łatwe: po prostu grasz w siatkówkę i nic więcej Cię nie interesuje. Stając się trenerem nagle zaczynasz zarządzać grupą dwudziestu pięciu ludzi, bardzo dużo rozmawiasz, koncentrujesz się nie tylko na treningu, metodologii. Masz pod sobą wielkich zawodników. Nie jest to łatwa praca, ale cały czas jest to siatkówka. Na pewno wykorzystuję doświadczenie zdobyte na boisku i staram się je przekazać moim podopiecznym.

 

Jak wygląda połączenie pracy trenera w klubie i w reprezentacji? Czy można się skoncentrować jednocześnie na prowadzeniu klubu i drużyny narodowej, czy uważasz, że powinno się robić tylko jedną z tych rzeczy?

 

To na pewno ogromne wyzwanie. Tak naprawdę jesteś w pracy dwadzieścia cztery godziny na dobę przez dwanaście miesięcy. Jako trener, który prowadzi tylko reprezentację, masz czas na wszystko, jest więcej czasu na zastanowienie się, wysłuchanie opinii ludzi, obejrzenie wielu spotkań. Można też wykorzystać ten czas na naukę, by dojrzewać jako trener. Nie wykluczam, że w przyszłym sezonie będę pracował również jako trener w siatkówce klubowej, bo jak wspomniałem jest to spore wyzwanie.

 

Ostatnie pytanie. Kto był lepszym siatkarzem: Paweł Zagumny czy Nikola Grbić?

 

Zagumny grał troszeczkę szybciej niż ja (śmiech). Lepiej też grał ze środkowymi bloku.