Nemanja Nikolic pojawił się na boisku dopiero w 63. minucie, zmieniając Aleksandara Prijovic. Legia przegrywała wtedy już 0:4, więc trudno było wymagać, by Węgier odwrócił losy spotkania. - Mogłem strzelić pięć goli - zaczął z uśmiechem Nikolic. Później jednak nie było mu do śmiechu. - Nie mogłem zrobić niczego wyjątkowego. Chciałem wejść na boisko i dać z siebie wszystko, zdobyć bramkę, ale tak naprawdę, kiedy wszedłem na murawę, mecz był zakończony - ocenił.

Dla polskiego klubu był to powrót do elity po dwudziestu latach. Mecz z wicemistrzem Niemiec pokazał, jak wiele brakuje jeszcze naszym zespołom do europejskiego topu. Jak przyznał snajper Legii sam awans do fazy grupowej był tym, co było głównym celem w tym sezonie.

- Liga Mistrzów to inny poziom niż Ekstraklasa. Wiedzieliśmy, że dla nas to nowe doświadczenie i będziemy musieli się wiele nauczyć. Najważniejszy był awans do fazy grupowej, a reszta - tak jak mówiliśmy - jest dla nas bonusem. Wynik 0:6 jest wysoki i nie możemy go zaakceptować. Musimy być lepsi i lepsi. Po stracie trzech bramek zostawialiśmy im jeszcze więcej miejsca, a taka drużyna jest w stanie cię za to ukarać - powiedział.


Nikolic nie miał zbyt wiele czasu na zdobycie bramki, lecz przekonywał, że robił wszystko co w jego mocy, by pomóc drużynie. Oddał kilka strzałów, lecz większego efektu to nie dało. Trzeba przyznać, że decyzja Besnika Hasiego o zostawieniu najlepszego strzelca drużyny na ławce rezerwowych była niespodzianką.

To była spora niespodzianka także dla mnie. Przed meczem rozmawiałem z trenerem, który powiedział mi powód, dlaczego usiądę na ławce. Nie byłem zadowolony, bo chciałem być na boisku. Chcę grać we wszystkich meczach, także w Lidze Mistrzów, bo po to zostałem w klubie - zakończył.

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.