Andrzej Wawrzyk w kwietniu tego roku na gali Polsat Boxing Night znokautował przyjaciela - Marcina Rekowskiego. Teraz musiał zmierzyć się z Albertem Sosnowskim i był zdecydowanym faworytem. Stawką pojedynku był pas mistrza Polski wagi ciężkiej. "Dragon" ostatni raz walczył na gali w Żyrardowie, gdzie odniósł 49. zwycięstwo w trwającej już 18 lat zawodowej karierze. Były mistrz Europy zawsze podkreślał, że "cała jego kariera to walka", więc i tym razem w ringu nie powinno było jej zabraknąć.

Początek pierwszej rundy był dużą szansą dla Sosnowskiego, gdyż jego rywal zazwyczaj długo łapie właściwy rytm. Tym razem stało się jednak inaczej, choć Wawrzyk nie pozwalał mu na skracanie dystansu i karcił go ciosami z dystansu. Dopiero w trzeciej rundzie były mistrz Europy wyczuł swoją szansę, trafiając rywala lewym sierpowym. Później kilka razy jego uderzenie doszły do celu, co można było uznać za niespodziankę.

Chwilę później Wawrzyk uspokoił poczynania w ringu, a to przełożyło się na obijanie Sosnowskiego, który mógł liczyć tylko na jakiś pojedynczy cios. Ostatnie sekundy czwartej i piątej rundy były ciężkie dla "Dragona", zwłaszcza że jego lewy łuk brwiowy nie wytrzymał, przez co pole widzenia było coraz węższe. Sam zainteresowany stwierdził, iż stało się tak po uderzeniu łokciem, lecz sędzia ringowy nie podzielił jego zdania. W szóstej rundzie pojedynek został przerwany.

 

Wynik walki:

Andrzej Wawrzyk pokonał przez techniczny nokaut w szóstej rundzie Alberta Sosnowskiego.