Kmita: Kowal zawinił, Cygana powiesili

Piłka nożna
Kmita: Kowal zawinił, Cygana powiesili
fot. PAP archiwum
Michał Żewłakow (od prawej) ściągnął nie lada kłopoty na głowę prezesa Bogusława Leśnodorskiego ściągając Besnika Hasiego

Legia przegrała boleśnie dla wszystkich powrót do Ligi Mistrzów i od razu ukrzyżowano jej trenera Besnika Hasiego. Nic dziwnego. Stare sportowe porzekadło jest dla tego zawodu okrutne. Brzmi ono: „Ile wart jest trener? Tyle ile jego ostatni sukces.” No i oczywiście sam Albańczyk zrobił wszystko, aby na tym krzyżu zawisnąć. Moim zdaniem jednak samotność Hasiego pod publicznym pręgierzem jest wielce nieuzasadniona. Powinno tam być także miejsce dla Michała Żewłakowa.

Żewłakow zawiódł właścicieli Legii na całej linii, przyprawiając ich nie tylko o siwe włosy, ale i fundując wstyd na jaki zwyczajnie nie zasłużyli. Więcej, jeśli za blamaż z Borussią, ktoś miałby się uderzyć w piersi, to przede wszystkim pan dyrektor sportowy, którego wynalazkiem był i Hasi, i większość transferowanych do Legii w lecie piłkarzy.

 

Dla właścicieli Legii sytuacja w jubileuszowym dla klubu roku wymknęła się spod kontroli i wprowadza ich teraz w naturalny stan podenerwowania i niepewności. Jako ludzie inteligentni i majętni nie chcą, aby Legia w tej edycji LM kopiowała wynikami grę takiego np. Dinama Zagrzeb, ale mleko już się wylało, a za chwileczkę mecze z Realem Madryt i Sportingiem Lizbona. Lekko nie będzie a tu już trzeba walczyć nie o wygrane, tylko o zachowanie twarzy i honor stuletniego klubu. Jak to zrobić?

 

W przerwie meczu z Borussią, widząc jak jest źle na boisku, zapytałem prezesa Dariusza Mioduskiego, czy jest pewien, że każdy etranżer ściągnięty do Warszawy przez Żewłakowa na pewno będzie „gryzł trawę” za Legię. Odpowiedział: - Oczywiście, przecież to profesjonaliści, gra w Lidze Mistrzów to dla nich unikalna szansa na wypromowanie się w Europie.

 

Chociaż mam ogromny szacunek do Prezesa Mioduskiego za jego serce i cierpliwość do problemów stołecznego klubu, to do jego wiary w kompetencje wybrańców Żewłakowa mam spore wątpliwości, bo tak jak umiejętności Hasiego, zweryfikowało osiem ligowych spotkań i jeden w LM. Nie o takim powrocie do Ligi Mistrzów marzyliśmy, i nawet nie chodzi tutaj o końcowy wynik środowego meczu. I ten pogląd podzielał każdy z kim rozmawiałem na trybunach przy Łazienkowskiej w trakcie i po meczu.

 

Jak to w sporcie, każdy mecz można przegrać, nawet 0:6, ale na boisku trzeba walczyć, zostawić na nim serce i wszystkie siły. Podjąć walkę, nawet za cenę kartek, a schodząc do szatni czyste mieć sumienie, że zrobiło się wszystko co można. Tak jak choćby juniorzy Legii, którzy tego samego dnia grali ze swoimi rówieśnikami z Dortmundu, najlepszymi w Niemczech. Polacy zagrali bardzo dobry mecz i byli bardzo blisko od sprawienia niespodzianki, bo nie uklękli przed meczem przed utytułowanym przeciwnikiem. I kto, z kogo, ma tu brać przykład?

Marian Kmita, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze