Żewłakow zawiódł właścicieli Legii na całej linii, przyprawiając ich nie tylko o siwe włosy, ale i fundując wstyd na jaki zwyczajnie nie zasłużyli. Więcej, jeśli za blamaż z Borussią, ktoś miałby się uderzyć w piersi, to przede wszystkim pan dyrektor sportowy, którego wynalazkiem był i Hasi, i większość transferowanych do Legii w lecie piłkarzy.

 

Dla właścicieli Legii sytuacja w jubileuszowym dla klubu roku wymknęła się spod kontroli i wprowadza ich teraz w naturalny stan podenerwowania i niepewności. Jako ludzie inteligentni i majętni nie chcą, aby Legia w tej edycji LM kopiowała wynikami grę takiego np. Dinama Zagrzeb, ale mleko już się wylało, a za chwileczkę mecze z Realem Madryt i Sportingiem Lizbona. Lekko nie będzie a tu już trzeba walczyć nie o wygrane, tylko o zachowanie twarzy i honor stuletniego klubu. Jak to zrobić?

 

W przerwie meczu z Borussią, widząc jak jest źle na boisku, zapytałem prezesa Dariusza Mioduskiego, czy jest pewien, że każdy etranżer ściągnięty do Warszawy przez Żewłakowa na pewno będzie „gryzł trawę” za Legię. Odpowiedział: - Oczywiście, przecież to profesjonaliści, gra w Lidze Mistrzów to dla nich unikalna szansa na wypromowanie się w Europie.

 

Chociaż mam ogromny szacunek do Prezesa Mioduskiego za jego serce i cierpliwość do problemów stołecznego klubu, to do jego wiary w kompetencje wybrańców Żewłakowa mam spore wątpliwości, bo tak jak umiejętności Hasiego, zweryfikowało osiem ligowych spotkań i jeden w LM. Nie o takim powrocie do Ligi Mistrzów marzyliśmy, i nawet nie chodzi tutaj o końcowy wynik środowego meczu. I ten pogląd podzielał każdy z kim rozmawiałem na trybunach przy Łazienkowskiej w trakcie i po meczu.

 

Jak to w sporcie, każdy mecz można przegrać, nawet 0:6, ale na boisku trzeba walczyć, zostawić na nim serce i wszystkie siły. Podjąć walkę, nawet za cenę kartek, a schodząc do szatni czyste mieć sumienie, że zrobiło się wszystko co można. Tak jak choćby juniorzy Legii, którzy tego samego dnia grali ze swoimi rówieśnikami z Dortmundu, najlepszymi w Niemczech. Polacy zagrali bardzo dobry mecz i byli bardzo blisko od sprawienia niespodzianki, bo nie uklękli przed meczem przed utytułowanym przeciwnikiem. I kto, z kogo, ma tu brać przykład?