Legii szefowie marnotrawni, czyli magiczne 127 dni pracy Magiery

Piłka nożna
Legii szefowie marnotrawni, czyli magiczne 127 dni pracy Magiery
fot. PAP

Tu i tam słychać, że powrót Jacka Magiery do Legii jest właściwie przesądzony. I bardzo dobrze. Zastanawia mnie jedynie fakt, jakim cudem szefowie mistrzów Polski nagle uznali, że trener ich trzecioligowych rezerw, z którym bez żalu pożegnali się półtora roku temu, jest jednak idealnym kandydatem na kierownika ich wartego miliony euro projektu.

Jak wszyscy wiemy, Magiera w Legii już był. I był instytucją. Przez dziewięć lat grania na Łazienkowskiej wygrał wszystko, co się dało –  mistrzostwa, Puchar Polski, Puchar Ligi, Superpuchar. Klub uczynił swoim domem także po zakończeniu kariery. Został, by wspierać kolejnych szkoleniowców – od Wdowczyka i Białasa, po Urbana i Skorżę. Był jednak kimś więcej, niż tylko asystentem. Był wychowawcą. To właśnie „Magic”, niczym o własnych synów, dbał o legijną młodzież: palącego po kątach papierosy Macieja Rybusa, unikającego szkoły jak ognia Ariela Borysiuka i kilkudziesięciu innych. Z jednymi poszło lepiej, z drugimi gorzej, ale praca Jacka zawsze była tytaniczna. Bo Magier ją kocha. Pewnie dlatego nie uniósł się honorem, gdy Henning Berg wykluczył go ze sztabu szkoleniowego pierwszej drużyny i razem z prezesem Leśnodorskim relegował, albo desygnował – jak zwał, tak zwał – do pracy z zespołem rezerw.

I prawdopodobnie praca ta trwałaby dłużej, niż siedemnaście miesięcy, gdyby nie inwazja popleczników Berga na trzecioligowy zespół Magiery. Trenerowi dzień po dniu zabierano autonomię. Punktem kulminacyjnym okazał się mecz z Lechią Tomaszów Mazowiecki, który właściwie jest gotowym skeczem rodem z Monty Pythona. W trakcie tego spotkania Magiera był w szatni na odprawie, podczas meczu siedział nawet na ławce, ale… nie miał prawa głosu. To asystent Norwega, Pal Arne Johansen, znany jako „Paco”, zdecydował, że zagra aż dziesięciu piłkarzy kadry A. I tak Jakub Rzeźniczak, Hélio Pinto, Jakub Kosecki czy Marek Saganowski przegrali z takimi asami, jak Andrzej Dolot i Wiktor Żytek 0:3. Już wtedy ktoś uznał, że formuła się wyczerpała. W Legii zdecydowano więc, że kontrakt Magier nie zostanie przedłużony.

Tamten feralny mecz odbył się w październiku 2014 roku. Magiera Łazienkowską opuścił natomiast w czerwcu 2015 r. Półtora roku później ten sam szkoleniowiec – mający przepracowanych 127 dni w pierwszoligowym Zagłębiu Sosnowiec – ma wrócić do Legii, jako trener pierwszego zespołu, któremu powierzona zostanie misja ratowania tonącego w kryzysach statku. Wrócić ma trener, którego miejsce w klubie zajął niedawno Krzysztof Dębek, a którego akcje stoją dziś wyżej, niż akcje Olegów Kononowów, Avramów Grantów i Wiktorów Gonczarenek. Wrócić ma trener, któremu decydowano o składzie, a który dziś ma zarządzać grupą opłacanych setkami tysięcy euro gwiazd. I w końcu wrócić ma trener, który chwilę temu nie nadawał się do samodzielnego prowadzenia trzecioligowych rezerw w rywalizacji z Lechią (mecz odbył się 18 października 2014 r.), a który teraz w Lidze Mistrzów ma zmierzyć się z Realem Madryt (mecz odbędzie się... 18 października 2016 r). Naturalnym wydaje się więc jakże proste pytanie. Dlaczego Jacek Magiera, skoro jest tak słaby, to jest tak dobry?

Dlaczego człowiek, który nie pasował do strategii Legii kilkanaście miesięcy temu, teraz pasuje do niej w sam raz? Jakim cudem nikt nie zorientował się, że pod nosem jest naturalny następca jednego z kolejnych opiekunów Legii? I jaka w końcu jest ta strategia? Czy istnieje w ogóle?

Po zatrudnieniu Berga Bogusław Leśnodorski wyjaśnił: „Zaczęliśmy od tego, że rozmawialiśmy o tym jakie są nasze oczekiwania. Nagle trafiliśmy na niego [Berga], który w 95 proc. spełniał je i miał wizję zbieżną z tym, co my widzimy”. Po zakontraktowaniu Czerczesowa przekonywał: „Ale ja uważam, że Czerczesow jest bardziej nowoczesny niż Berg! (…) Jeśli wszystko dobrze się ułoży, będziemy chcieli, żeby został dłużej”. I najświeższe słowa, po podpisaniu kontraktu z Hasim: „Naszym zdaniem Hasi najbardziej łączy nas w kwestii akademii, infrastruktury i łączenia tego z pierwszym zespołem”. Naprawdę jestem ciekaw, jak prezes mistrza Polski wytłumaczy zatrudnienie Magiery, który nota bene w końcu ma dostać szansę, na jaką zasłużył. No chyba, że wszystko odmieniły te magiczne 127 dni spędzone w Sosnowcu.

Sebastian Staszewski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze