Michał Stolfa: Od zakończenia rajdu na Łotwie i obrony tytułu mistrza Europy minęło kilka dni. Czy udało Ci się trochę ochłonąć? Czy teraz następuje praca w związku z promocją tego sukcesu?

 

Kajetan Kajetanowicz: Nie wiem czy nazwałbym to promocją. Teraz staram się odwdzięczyć ludziom, którzy nam pomagali przez cały rok. To są media, nasi partnerzy oraz kibice. W trakcie sezonu często nie miałem dla nich tyle czasu, ponieważ wtedy rajdy były najważniejsze. To, co teraz robię, to część mojej pracy - tylko w trochę innym, ale też miłym wymiarze.

 

A jak się czujesz psychicznie? Udało się wyhamować czy wciąż jesteś na wysokich obrotach?

 

Szczerze… to nic się nie zmieniło jeżeli chodzi o permanentny brak czasu. Pewnie jeszcze chwilę to potrwa zanim będę miał dwa albo trzy dni na zatrzymanie się. Ten odpoczynek jest też potrzebny, aby pewne rzeczy przemyśleć i zweryfikować. To, co osiągnęliśmy, to co chcemy oraz jesteśmy w stanie osiągnąć w przyszłości. Nie rozpamiętujemy tego co było, choć jest to bardzo miłe. Koncertujemy się już na tym, co nas czeka.

 

Czy da się porównać te dwa zdobyte przez was tytuły mistrzowskie? Czy smakują one inaczej?

 

Chyba lepiej smakuje trochę ten drugi. Mówię to głównie dlatego, że mieliśmy trochę trudności. Radziliśmy sobie jednak z nimi jako zespół. To nie jest łatwe. Wielokrotnie to powtarzałem w przeszłości. Gdy wszystko idzie zgodnie z planem i się wygrywa, to łatwo utrzymać dobrą atmosferę i motywację. Natomiast wtedy, gdy nie jest dobrze, pojawiają się trudności, mimo tego, że jesteśmy przygotowani znakomicie, bo każdy ciężko pracował, i dzieje się rzecz niezależna od człowieka, jakaś usterka techniczna, która teoretycznie nie powinna mieć miejsca i tracimy bardzo dużo punktów i szansę na zdobycie tytułu mistrzowskiego na danym rajdzie, wtedy nie jest łatwo się pozbierać. My sobie z tym jednak radziliśmy, bo byliśmy zespołem. Trzymaliśmy się razem. Jeden drugiego pocieszał oraz motywował. Tak więc, myślę, że obrona tego tytułu mistrza Europy była znacznie trudniejsza. Wiadomo, że ten pierwszy raz smakuje wyjątkowo, ponieważ jest to spełnienie najskrytszych marzeń. Obrona jednak przy tak mocnej konkurencji, przy naprawdę szybkich rywalach, którzy mieli tylko jedną idee – „bij mistrza” – sprawia, że ten tytuł jest co najmniej tak samo cenny.

 

Czy wspomniany przez Ciebie defekt techniczny podczas Rajdu Barum w Czechach był najtrudniejszym momentem sezonu?

 

Tak. Było ich sporo w tym roku. Jednak incydent na Rajdzie Barum był zdecydowanie takim momentem, po którym ciężko było się pozbierać przez kilka godzin. Były też inne trudności. Popełniłem jeden błąd w tym sezonie. Na Rajdzie Akropolu wylądowaliśmy na dachu. Dzięki determinacji kibiców i naszej, ruszyliśmy na trasę i wygraliśmy osiem z dwunastu odcinków specjalnych. I to są fajne rzeczy. Mieliśmy 16 minut straty, które - w dzisiejszych czasach i przy takiej konkurencji - są nie do odrobienia. My się nie poddaliśmy i wróciliśmy na punktowane miejsce. Fajnie jest, gdy porażkę jesteś w stanie przekuć w sukces.

 

Jak oceniłbyś właśnie Twoją konkurencję w tym roku. W poprzednim sezonie Twój główny rywal Craig Breen nie dość, że był bardzo szybki to jeszcze bardzo regularny. Nie można tego powiedzieć o Aleksieju Łukianiuku, który często sam się wykluczał z gry rozbijając auto na ostatnim odcinku a czasami nawet na odcinku testowym przed startem.

 

Owszem, miał sporo szans aby z nami rywalizować jak równy z równym. Stało się jednak tak jak się stało. Rajdy to nie tylko praca fizyczna za kierownicą, ale trzeba mieć też umiejętność rozgrywania tego dobrze pod względem psychologicznym. Też jestem człowiekiem i też popełniam błędy. Dla mnie priorytetem jest, aby jechać jak najszybciej, ale też znaleźć się na mecie. Czasami nie jest mi łatwo ściągnąć nogę z gazu w kilku miejscach gdzie ryzyko, że nie ukończę rajdu jest bardzo duże. Wiem, że na szali są oczekiwania kibiców, partnerów i zespołu. W zeszłym roku Craig Breen jeździł bardzo regularnie, ale śmiem twierdzić, że Łukjaniuk i na niektórych rajdach Ralfs Sirmacis, byli w wybornej dyspozycji. Trudno było wtedy z nimi walczyć. Były rajdy gdzie to my jednak prezentowaliśmy świetną formę i wygrywaliśmy z nimi. Czasami musieliśmy sobie zdać sprawę, że nie możemy z nimi rywalizować i dbaliśmy o nasze punkty. Nie należy patrzeć na nasz sezon przez pryzmat naszych rywali. Alexey Łukjaniuk miał w tym roku wystartować w dziewięciu rajdach. My mieliśmy budżet tylko na osiem. Musieliśmy zatem podejść do tego bardzo rozsądnie, by dobrze go wykorzystać.

 

Tak jak mówisz, to był długi i trudny sezon. Miesiące ciężkiej pracy, przygotowań, testów, wyrzeczeń… Co się działo w Twojej głowie gdy stałeś na starcie do ostatniego odcinka specjalnego?

 

To coś niesamowitego. Masz tylko jedną myśl - dbać o samochód! Tak więc, gdy miałem w opisie, aby jakiś zakręt ciąć to i tak jechałem środkiem. Nawet przyszło mi do głowy, aby używać sprzęgła podczas zmiany biegów, żeby oszczędzać skrzynię. Normalnie na odcinku specjalnym używamy sprzęgła tylko do ruszania. Nie dokręcałem auta do końca, czyli nie wykorzystywałem jego pełnej mocy. Tylko po to, aby coś się z nim nie stało, aby go nie przemęczyć. Jechałem jak nie ja, ale wiedziałem, że to jest sposób, aby ukończyć ten OS z minimalnym ryzykiem.

Czy Rajd Rzeszowski był dla was najlepszą rundą tego sezonu? Mistrzowie Europy startują przed własną publicznością i wygrywają w pięknym stylu.

 

Na pewno tak, ale muszę przyznać, że podszedłem do tego startu jak do każdego innego i to zaprocentowało. Niewątpliwie radość ze zwycięstwa była wyjątkowa. Rzadko mamy okazję startować u siebie, a jeździmy przecież również dla kibiców. Jest ich zawsze sporo na trasach. Jest też bardzo dużo wiernych kibiców, którzy jeżdżą z nami po całej Europie. Na Rajdzie Barum zawsze jest ogromna liczba biało czerwonych flag. Na Rzeszowskim było bardzo dużo fanów, też takich, którzy na co dzień nie mają możliwości, aby pojechać za granicę. To było wyjątkowe doświadczenie.

 

A jak poradziłeś sobie z presją. Wyobrażam sobie, że była ona większa niż zazwyczaj.

 

Oczywiście, presja była bardzo duża. Czasami mam wrażenie, że sami jesteśmy ją w stanie nieco podgrzać lub ostudzić. Starałem się ją ukierunkować na ten właściwy poziom i wykorzystać na swoją korzyść. Pod względem psychologicznym było to jednak duże wyzwanie. Zawsze mamy świadomość, że od startu musisz być na wysokim poziomie. Od razu musisz dobrze zacząć. To są mistrzostwa Europy. Tu nie mam miejsca na błędy. Jak pojedziesz na początku wolniej, nie będziesz w stanie tego później odrobić. I to mogą być te momenty, które zadecydują o tytule. Mimo, że wiele rajdów znaliśmy wcześniej, wiedzieliśmy jaka jest ich charakterystyka, to i tak nie było taryfy ulgowej. Wszystko musieliśmy robić na 100%.

 

Na koniec zapytam o wasz debiut w WRC2. Rajd Polski był z pewnością wielkim doświadczeniem. Czy to doświadczenie przyda wam się w przyszłym roku? Czy WRC2 to jest właśnie to miejsce, w którym chcecie być?

 

Tak. To jest miejsce, w którym chciałbym być. Mistrzostwa Europy zrobiły ze mnie z pewnością bardziej dojrzałego i doświadczonego kierowcę. To byłby kolejny krok. Cały życie pracuje nad tym, aby się rozwijać i iść do przodu. Stawiać sobie nowe, wyższe cele. Na Mazurach ścigaliśmy się z zespołami fabrycznymi i nie było to łatwe wyzwanie. Nie brakuje nam motywacji i wiemy, że chcemy się tam znaleźć. Czy to będzie w przyszłym roku? Nie wiem. Jednego możecie być pewni – będę nad tym ciężko pracował.