W niedzielnym rewanżowym spotkaniu finałowym 1. ligi żużlowcy Orła Łódź na własnym torze pokonali 46:44 Lokomotiv Daugavpils. W całych rozgrywkach triumfowała jednak drużyna z Łotwy, która w pierwszym meczu wygrała 47:43. Mimo to, prawo startu w przyszłorocznych rozgrywkach ekstraligi wywalczył klub z Łodzi, ponieważ ze względów regulaminowych w najwyższej klasie rozgrywkowej nie może występować drużyna spoza Polski.

 

Potwierdził to przewodniczący Głównej Komisji Sportu Żużlowego Piotr Szymański. - Orzeł jest pierwszy w kolejności do uzupełnienia przyszłorocznej stawki w elicie. Działacze łódzkiego klubu do końca tygodnia mają czas na złożenie deklaracji, czy chcą występować w ekstralidze, czy też nadal jeździć w 1. lidze – przyznał.

 

Jak jednak powiedział prezes Orła, klub z Łodzi już w poniedziałek poinformuje organizatora rozgrywek, że nie skorzysta z zaproszenia do występów w najwyższej klasie rozgrywkowej. - Nie złożymy takiej aplikacji, bo jesteśmy łodzianami i mamy swój honor. Już wcześniej powiedzieliśmy, że jeśli awansu nie wywalczymy w sportowy sposób, czyli nie wygramy finału, nie pojedziemy w ekstralidze. Tego zdania nie zmieniliśmy i już nie zmienimy – wyjaśnił Skrzydlewski.

 

Dodał, że w przyszłym sezonie Orzeł nadal będzie startował w 1. lidze i zapowiedział duże zmiany w zespole. - Nie będzie on tak silny, jak w tym sezonie i jego celem będzie utrzymanie się w lidze. O awans powalczymy w 2018 roku, kiedy w Łodzi będzie już gotowy nowoczesny stadion żużlowy – zaznaczył.

 

Na razie nie wiadomo, czy łódzką drużynę nadal będzie prowadził trener Lech Kędziora. - Całą winę za porażkę w finale biorę na siebie. W tym dwumeczu popełniłem najwięcej błędów i wyczerpałem limit. Czas najwyższy przewietrzyć skład i zmiany trzeba zacząć od trenera – przyznał po niedzielnym spotkaniu szkoleniowiec.