Jest już właściwie pewne. Wielka kasa będzie tylko dla największych czempionów, przyciągających tłumy do transmisji PPV. Mniej popularni mistrzowie, pretendenci i średniacy muszą się liczyć ze spadkiem zarobków. Lekarstwem łagodzącym ból (ale nie likwidującym chorobę) może być zaangażowanie bokserów w… sprzedaż biletów na gale w których biorą udział!!!

 

Tak właśnie jest w Anglii. Na Wyspach Brytyjskich od dawna pięściarze pomagają promotorom w zapełnianiu hali rozprowadzając bilety. Tacy bracia Walsh ciągną za sobą zawsze na galę "Farmy Army", grupę swoich 300-400 kibiców kupujących bilety na gale z ich udziałem. Inni pięściarze też sprzedają bilety na swoje walki. Albo osobiście, albo przez znajomych, przyjaciół, rodziny…

 

W Polsce ta praktyka dopiero raczkuje. Artur Szpilka sprzedał na swoją walkę z Tomaszem Adamkiem bilety za 225 tysięcy złotych (i to była cześć jego honorarium), Krzysztof Głowacki rozprowadził na starcie z Usykiem ponad 800 biletów (poszły głównie w Wałczu). Michał Leśniak sprzedał na swoją walkę w Kaliszu 80 biletów po 100 złotych. I tacy bokserzy będą mieć u promotorów specjalne względy.

 

Wiem, że właściwie wszyscy czołowi polscy promotorzy już idą to drogą. - Jeden z moich asów ma wysokie aspiracje, a nie potrafi sprzedać na swoją walkę nawet 5 biletów. I jeszcze mi marudził, że rywala daję mu za trudnego. Teraz długo będzie teraz czekał na kolejną ofertę walki. Wolę wstawić na galę tego który gwarantuje mi, że sprzeda bilety za kilka czy kilkanaście tysięcy złotych – mówił mi czołowy polski promotor.

 

Chyba nie ma wyjścia. Bokserzy będą musieli zająć się także sprzedażą biletów, załatwianiem sponsorów na galę i lobbowaniem we władzach miejskich czy wojewódzkich, aby wspomogły finansowo organizatorów gali.