Choć umowa Niemca obowiązuje do końca sezonu 2017/18, Arsenal woli dmuchać na zimne. Według "Bilda", wszystko jest już dopięte na ostatni guzik, a nowy kontrakt obejmie cały sezon 2019/20. Podwyżka w wysokości 60 tysięcy funtów tygodniowo może robić wrażenie, ale zdecydowanie ciekawsze są dodatkowe żądania zawodnika. Przynajmniej z jednym z nich Arsenal może mieć problem.

Pierwszą kwestią jest numer, z jakim Oezil chce grać na koszulce. Do tej pory Niemiec występował z "11", ale jak przystało na prawdziwego rozgrywającego - marzy mu się "10". Sprawa jest o tyle łatwa do załatwienia, że jej właściciel przebywa obecnie na wypożyczeniu. Jack Wilshere, bo o nim mowa, ostatnimi czasy stracił nieco na reputacji i bardzo możliwe, że Bournemouth wykupi go na stałe. W takim ukladzie kandydat do "10" jest tylko jeden.   

Drugi warunek Niemca ingeruje już natomiast w politykę klubu i na pierwszy rzut oka wydaje się dość arogancki. Oezil zażądał bowiem, by zarząd przeprowadził w końcu poważne transfery. Takie, które realnie wpłyną na pozycję Arsenalu w walce o mistrzostwo Anglii, nieosiągalne od pamiętnego sezonu 2003/04...

Jeśli ktoś w klubie ma prawo do takich żądań, oprócz Arsene'a Wengera jest to właśnie Mesut Oezil. Zawodnik, który rozegrał dla "Kanonierów" 123 spotkania, w których zdobył 22 bramki i zanotował 54 asysty, jest dziś bez wątpienia najjaśniejszym boiskowym punktem ekipy z Emirates Stadium. W 2013 roku Arsenal zapłacił za niego Realowi 47 milionów euro. I właśnie takich transferów oczekuje sam zainteresowany.