Kazieczko chciał toczyć walkę w stójce, lecz Mazur bardzo szybko i dosyć łatwo sprowadził walkę do parteru. Chciał przejść do pozycji bocznej, lecz na to jego rywal mu nie pozwolił. Trzeba przyznać, że Kazieczko był bardzo aktywny z dołu, bo w pewnym momencie spróbował nawet balachy i Mazur na pewno przez chwilę wstrzymał oddech. Mimo wszystko miał przewagę... lecz w pewnym momencie to Kazieczko znalazł się w lepszej pozycji. Rozbijał rywala łokciami i to on zakończył pierwszą rundę na górze.

 

W kolejnej odsłonie tego pojedynku Kazieczko trafił prawym podbródkowym i było widać, że jego rywal odczuł to uderzenie. Jako że nie udało mu się sprowadzić walki do parteru, by atakować z góry, to... sam wciągnął rywala w gardę. Był zmęczony, a Kazieczko starał się to wykorzystać, posyłając kilka mocnych łokci. Mazur po jakimś czasie doszedł do siebie i kręcił się, by odwrócić pozycję. Kilka razy próbował poddań, lecz Kazieczko sobie z tym poradził i dopiero na trzydzieści sekund przed końcem wstał i zaczął obijać nogi przeciwnika.

 

Kazieczko zaczął trzecią rundę od kopnięć, a Mazur od razu ruszył po obalenie i... padł na deski. Walka przeniesiona do parteru - owszem, tyle że ten, który chciał to zrobić, po raz kolejny wylądował na plecach. Jasne, dobrze pracował z dołu, ale to Kazieczko punktował łokciami i innymi zadawanymi ciosami. W pewnym momencie Mazur w końcu odwrócił pozycję, był praktycznie w dosiadzie... lecz po kilku sekundach Kazieczko także się odwrócił. Na kilkanaście sekund znowu wstał i atakował nogi rywala, a rundę zakończył atakując rywala z góry. To była świetna walka na początek gali KSW 36!