Lubońska nie miała szczęścia w pierwszej walce dla KSW, gdyż przegrała przez nokaut z Ariane Lipski. Teraz zapowiadała powrót na właściwe tory. Rywalka na pewno mogła imponować rekordem, lecz gdyby tak się przyjrzeć dokładnie się przeciwniczkom Rumunki, to jednak większość miała ujemny rekord.

 

Jak pokazała pierwsza runda, Belbita całkiem nieźle radziła sobie w klatce KSW. To przecież Polka miała dążyć do obalenia, a to jednak jej rywalka sprytnie przerzuciła ją na matę. Później przez niemal cztery minuty Belbita obijała Lubońską kopnięciami, która odpowiadała tylko pojedynczymi kopnięciami z góry. To podobało się publiczności, lecz pasywność Polki na pewno nie nastrajała optymistycznie.

 

Przebieg drugiej rundy był znacznie inny. Walka toczyła się w stójce, w której lepiej czuła się Rumunka. Belbita atakowała różnie - zaczynała od low kicków, którymi terroryzowała Lubońską. Polka spróbowała obalenia pod koniec rundy - nie udało się. Ponowiła na dwie sekundy przed końcem rundy - udało się. To chyba jednak za mało, bo wcześniej Belbita ciosami prostymi rozbijała Polkę.

 

W ostatniej odsłonie Belbita czuła, że prowadzi na punkty, bo nie chciała za wszelką cenę atakować. Lubońska nie poszła jednak na wymianę ciosów, tylko wdała się w walkę kickbokserką, w której jednak Rumunka czuła się znacznie lepiej. Na 1,5 minuty przed końcem starcia Polka złapała klincz, szukała obalenia... i po raz kolejny wylądowała na plecach. Belbita kontrolowała walkę z góry, atakowała pojedynczymi kopnięciami i wygrała ten pojedynek.