Arsenal był w niezłej formie - notował serię czterech zwycięstw z rzędu, a ostatnio rozbił przed własną publicznością Chelsea 3:0. Spotkanie z Burnley miało być więc może nie spacerkiem, ale spokojną przeprawą po kolejne trzy punkty. Mając takich zawodników jak choćby Granit Xhaka, "Kanonierom" udało się zdominować środkową strefę boiska, tyle że nic z tego nie wynikało. Posiadanie piłki nie gwarantuje przecież sytuacji bramkowych.

Tę za to mieli gospodarze. W znakomitym położeniu znalazł się Sam Vokes - był niepilnowany w polu karnym Arsenalu, lecz fatalnie przestrzelił. Więcej działo się w drugiej części. Zaczęło się od Alexisa Sancheza, który sprawdził czujność Toma Heatona. Tym samym odpowiedział Jóhann Berg Guðmundsson, lecz jego uderzenie głową w kapitalny sposób zatrzymał Petr Cech. Na kwadrans przed końcem Michael Keane - wyceniany na 25 milionów funtów i znajdujący się na celowniku Chelsea - trafił w poprzeczkę.

Był doliczony czas gry i wydawało się, że mecz zakończy się remisem. Wtedy jednak piłka trafiła w pole karne Burnley, tam znalazł się Alex Oxlade-Chamberlain, który nie trafił do siatki, lecz... prosto w rękę Laurenta Koscielnego. Po chwili futbolówka przekroczyła linię, a gracze Arsenalu rozpoczęli dziką radość. Nie, nie wygrali mistrzostwa Anglii, zdobyli trzy punkty w spotkaniu z Burnley. No ale jednak takie wygrane cieszą.

 

Burnley - Arsenal 0:1 (0:0)

Bramka: Koscielny 90+3.

 

Burnley: Heaton - Lowton, Keane, Mee, Ward - Gudmundsson, Hendrick, Marney, Defour (62 Arfield), Boyd - Vokes.

Arsenal: Cech - Bellerin, Mustafi, Koscielny, Monreal - Xhaka (71 Elneny), Cazorla - Walcott, Ozil, Iwobi (90+3 Oxlade-Chamberlain) - Sanchez.